środa, 27 marca 2013

Jeszcze odrobinka zimy

Jakaż radość ogarnęła me serce, gdy uświadomiłam sobie, że to jeszcze nie koniec skoków w tym roku i mogłam nacieszyć swe oczy Mistrzostwami Polski. Wczoraj odbyły się zawody drużynowe, które zwyciężyli skoczkowie AZS Zakopane, w iście braterskim składzie, czyli dwóch Kotów i dwóch Miętusów. Na drugim miejscu uplasowali się zawodnicy Wisły Ustronianki (Artur Kukuła, Aleksander Zniszczoł, Rafał Śliż i Piotr Żyła), a tuż za nimi TS Wisła Zakopane (Andrzej Gąsienica, Tomasz Pochwała, Klemens Murańka i Dawid Kubacki). W pierwszej serii Kamil Stoch miał niegroźny upadek.

Dziś odbył się indywidualny konkurs, którego głównymi faworytami do medali byli zawodnicy regularnie startujący w tym roku w zawodach Pucharu Świata. I nie zawiedli. Po pierwszej serii prowadził Kamil Stoch, przed Maciejem Kotem. Wygrywał z nim zaledwie o 0,6 pkt, a obaj skoczyli najdalej - 131,5 m.. Na trzecim miejscu był Piotr Żyła. Tuż za podium uplasował się Krzysztof Miętus. Zaskakująco słabo spisał się Dawid Kubacki, który po pierwszej serii był w połowie drugiej dziesiątki.

W finałowej serii najdłuższy skok oddał Maciek Kot - 132,5 m. i z przewagą 0,9 pkt. pokonał drugiego Kamila Stocha. Piotr Żyła utrzymał swą trzecią lokatę, a Krzysztof Miętus czwartą. O wiele lepiej zaprezentował się Kubacki, który podniósł się o kilka pozycji. 

Bardzo cieszy mnie, że Mistrzostwa Polski w skokach mogą być tak ciekawe, co po raz kolejny uzmysławia nam, że mamy na prawdę dobrą i wyrównaną drużynę. Gratuluję Maćkowi i bardzo mnie raduje jego zwycięstwo, a także drugie miejsce Kamila i trzecie Piotrka. W końcu to nasi najlepsi zawodnicy w tym sezonie. 

poniedziałek, 25 marca 2013

Zimy koniec, ale tylko w sporcie

No i nadszedł ten dzień, smutny dzień. Wczoraj odbył się ostatni konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich oraz finałowe wyścigi w biegach narciarskich. Na wstępie zacznę od Justyny Kowalczyk, która wywalczyła w tym sezonie swą czwartą kryształową kulę. To kolejny ogromny sukces naszej zawodniczki, która w starciu z Norweżkami znów udowodniła, że nie będzie im tak łatwo zdeklasować Polkę i cały czas muszą się z nią liczyć. W rywalizacji mężczyzn najlepszy okazał się Norweg Petter Northug, choć do ostatnich starć ważyły się losy zwycięzcy w klasyfikacji generalnej, gdyż obok jej zdobywcy szansę mieli również drugi Rosjanin - Aleksander Legkow i trzeci Szwajcar - Dario Cologna.

A teraz już skoki i najlepszy sezon w historii dla polskich zawodników. Piątkowy konkurs i kolejne podium dla Piotra Żyły, znów ze Schlierenzauerem. Tym razem jednak nasz "złotousty" był trzeci, Gregor pierwszy, a rozdzielił ich Słoweniec - Peter Prevc. Austriak zapewnił sobie tym zwycięstwem małą kryształową kulę za loty i umocnił swą pozycję lidera, wśród zwycięzców największej ilości konkurs PŚ. Bowiem stanął on na najwyższym stopniu podium już po raz pięćdziesiąty. Maciek Kot zajął ósme miejsce, a Kamil Stoch 11. Smutnym epizodem tego dnia był upadek Andersa Jacobsena w drugiej serii. Norweg po skoku na 218 metrów i upadku, został zniesiony na noszach i odwieziony do szpitala. Później dotarły informacje o zerwaniu więzadeł krzyżowych i czekającej go operacji. 

W sobotę odbył się drużynowy konkurs, w którym wszystkich rywali zdeklasowali będący "u siebie w domu" Słoweńcy. Za nimi uplasowali się Norwegowie, a na najniższym stopniu podium stanęli Austriacy. Nasi skoczkowie w składzie: Stoch, Żyła, Kot i Miętus zajęli czwarte miejsce, przegrywając z mistrzami świata z Val di Fiemme zaledwie o 3,5 pkt. 

Wczoraj o 10:00 zaczął się ostatni konkurs w tym roku. Kamil zajmujący przed nim trzecie miejsce w generalnej klasyfikacji miał jeszcze szansę na drugie, jednak Anders Bardal musiałby odnotować bardzo słaby występ. Zaś plasujący się za Polakiem Severin Freund tracił do Stocha niecałe trzydzieści punktów, więc ważyły się jeszcze losy podium tego sezonu. Poza pierwszym miejscem, które już wcześniej zapewnił sobie Gregor Schlierenzauer. Trzeci konkurs w Planicy w ten weekend okazał się kolejnym popisem Słoweńców, gdyż zwycięstwo odniósł Jurij Tepes, za nim uplasował się Norweg - RuneVelta, a trzeci był  Peter Prevc. Piotrek Żyła dosłownie "wskoczył" na piąte miejsce z połowy drugiej dziesiątki. Kamil był ósmy, a Freund dziewiąty, co zapewniło naszemu zawodnikowi utrzymanie trzeciej pozycji w PŚ. Schlieri zajął 11. miejsce, Kot - 18., a Kubacki - 21. 

Uważam (i nie tylko ja), że był to najlepszy sezon w historii polskich skoków narciarskich. Oczywiście nie ujmuję tutaj w niczym osiągnięciom Adama Małysza, jednak za "jego czasów" nigdy nie mieliśmy drużyny -silnej, równej i co najważniejsze zdolnej do walki z najlepszymi o medale i wysokie wyniki. Kamil Stoch już wcześniej pokazywał na co go stać, a trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej tylko to potwierdza. Teraz czekamy na więcej. Piotr Żyła jest nie tylko dobry w "gadce", ale i skakaniu i myślę, że na tych dwóch podiach nie poprzestanie. Maciej Kot, który kilka razy plasował się w pierwszej dziesiątce, jest bardzo ambitny i jak widać po każdym jego skoku ma apetyt na dużo wyższe miejsca, czego mu życzymy. Dawid Kubacki, Krzysztof Miętus też nie zawodzili, szczególnie w konkursach drużynowych. A poza tym mamy jeszcze wielu młodych zawodników, takich jak Jakub Kot, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Jan Ziobro, Krzysztof Biegun, którzy również mają szanse trafić do kadry nie tylko na zawody w Polsce. 
Podsumowując - sezon 2012/13 daje podstawy do optymistycznego spojrzenia na ten przyszły - olimpijski,  podczas którego Polacy stawiani będą w gronie pretendentów do medali, czego ja im z całego serca życzę i będę ściskała za nich bardzo mocno kciuki. Teraz niestety przychodzi mi się już żegnać ze skokami, więc staję z łezką w oku i białą chusteczką w dłoni i mówię cichutko: "żegnaj i do zobaczenia za rok!". 

A dla zainteresowanych jeszcze tylko rzut oka na klasyfikacje z sezonu 2012/13:

LOTY:
1. Gregor Schlierenzauer
2. Robert Kranjec
3. Andreas Stjernen 
4. Simon Ammann 
5. Michael Neumayer
8. Piotr Żyła
9. Kamil Stoch
16. Maciej Kot
30. Krzysztof Miętus
42. Dawid Kubacki.
58. Krzysztof Biegun

PUCHAR NARODÓW:
1. Norwegia
2. Austria
3. Niemcy
4. Słowenia
5. Polska

KLASYFIKACJA GENERALNA:
1. Gregor Schlierenzauer
2. Anders Bardal
3. Kamil Stoch
4. Severin Freund 
5. Anders Jacobsen
15. Piotr Żyła
18. Maciej Kot
36. Dawid Kubacki
38. Krzysztof Miętus
54. Stefan Hula
65. Jan Ziobro
68. Aleksander Zniszczoł
75. Klemens Murańka
81. Krzysztof Biegun

poniedziałek, 18 marca 2013

"Złotousty" najlepszy

Bo na myśl, że w przyszły weekend odbędą się ostatnie konkursy Pucharu Świata w sezonie 2012/13 w mym sercu pojawia się ten sam, przeszywający smutek, co każdego roku przed Planicą. Ale nasi kochani zawodnicy sprawiają, że oswajanie się z tą myślą przychodzi łatwiej.

Zacznijmy od piątkowego konkursu w Trondheim, który wygrał Kamil Stoch, choć po pierwszej serii był trzeci. Fantastyczny występ naszego skoczka sprawił, że w klasyfikacji generalnej "wskoczył" na trzecie miejsce. Dziewiąta lokata Żyły, to również bardzo dobra informacja. Kubacki - 17, Kot - 24, a Hula - 29. Do drugiej serii nie awansował Miętus, który zajął ostatnie miejsce. Schlieri zanotował kolejny nie najlepszy występ, by był dopiero 16.

Wczoraj zawodnicy przenieśli się do Oslo. Po pierwszej serii prowadził Kranjec, drugi był Stoch, za nim Żyła, a potem Schlierenzauer. Przed drugimi skokami nerwowo ściskałam kciuki szczególnie za Piotrka, czy wytrzyma presję, ale wytrzymał. Otrzymał notę końcową identyczną, jak Schlierenzauer i odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Stochowi nie wyszedł drugi skok najlepiej i spadł na czwarte miejsce, a na najniższy stopniu podium stanął prowadzący po pierwszej serii Słoweniec. Bardzo dobrze spisali się też 11 Maciek Kot i 20 Dawid Kubacki, którzy w drugiej odsłonie poprawili się o kilka pozycji. Fantastycznie ogląda się, tak skaczących Polaków, którzy oddają po dwa równe skoki, wytrzymują presję i walczą o wysokie miejsca z najlepszymi. Fajnie też, że Gregor zaliczył 49. zwycięstwo w karierze.

A na deser - cytaty "złotoustego" Piotra Żyły z wywiadu udzielonego dla Eurosportu:
- "Skoki dzisiaj były lepsze, niż wczoraj i wygrałem. No nie wiem co mam powiedzieć. No wygrałem, po prostu."
- "No jakby to nie patrzeć, to Polak musi wygrać, no nie?"
- "No czwarte miejsce. Jakby mnie ktoś pytał przed konkursem, to bym w ciemno brał."
- "Dziennikarz: Duży był stres przed tym drugim skokiem?
    Piotr: No nie, raczej tak jak przed każdym. Nie myślałem o tym, że mógłbym wygrać. Po prostu se siadłem na belkę, wyskładałem się, jak umiem i w sumie reszty nie pamiętam."

- "Dziennikarz: Jakieś świętowanie w planie jest?
    Piotr: No!<śmiech> Głupio pytasz!"

czwartek, 14 marca 2013

Znamy ósemkę najlepszych

I stało się. Wczoraj zakończyły się ostatnie mecze ćwierćfinałowe tej edycji Ligi Mistrzów. Do Borussii, Realu, PSG i Juventusu dołączyły kolejne cztery drużyny, które wyłoniły wtorkowe i środowe spotkania.

Najciekawiej zapowiadał się mecz między Barceloną a Milanem. Włosi przyjechali na Camp Nou z dwubramkowym dorobkiem z pierwszego spotkania, jednak zderzyli się z czołgiem, jakim była tego dnia katalońska drużyna, która po dwóch bramkach Messiego i jednej Villi i Alby, zwyciężyła 4:0, wybijając zawodnikom z Mediolanu marzenia o półfinale. 
W drugim wtorkowym meczu po zwycięstwie 3:2 nad Schalke 04, turecki Galatasaray SK dołączył obok wielkiej Barcy do najlepszej ósemki tego sezonu.
W środę kolejna pozycja obowiązkowa dla każdego fana futbolu, czyli mecz między Bayernem Monachium a Arsenalem Londyn. Angielski klub po bramkach Giroud w 3 min. i Kościelnego w 86 zwyciężył. Jednak taki wynik - nawet na wyjeździe - nie zapewnił Londyńczykom awansu, gdyż porażka u siebie 3:1, zapewniła awans aktualnym liderom Bundesligi. Warto dodać, że bramce Kanonierów dobre spotkanie rozegrał Łukasz Fabiański, zastępujące Wojtka Szczęsnego.
W pojedynku między FC Porto a Malagą, to hiszpański klub zapewnił sobie grę w półfinale zwyciężając 2:0. 

Jutro odbędzie się losowanie par półfinałowych i dowiemy się kto z kim będzie walczył o finał na Wembley.

wtorek, 12 marca 2013

Zimowe ostatki

Bo zima się powoli kończy i może aktualny stan za oknem nie do końca na to wskazuje, to jednak wiemy, że wiosna nadchodzi do nas ogromnymi krokami, a co za tym idzie? Radość, uśmiechy na twarzach, letnie ubrania baleriny - czyli krótko: samo szczęście, ale... muszę jednak przyznać, że mimo tego, iż uwielbiam wiosnę, to jednak zawsze trochę smutno mi na sercu, gdy odchodzi zima! A to dlatego, że wraz z jej końcem, znów czeka mnie kilkumiesięczna przerwa w oglądaniu sportów zimowych. Z tej też przyczyny staram się teraz nimi cieszyć w stu procentach, a nasi zawodnicy całkiem mi to ułatwiają!

Zacznijmy od biegów narciarskich, gdzie Justyna Kowalczyk zajęła w sprincie techniką dowolną dopiero 10. miejsce, co rewelacją nie jest, ale dobrze wiemy, że Polka mistrzynią na krótkich dystansach nigdy nie była. Jeśli jednak już chodzi o te dłuższe, to radzi sobie znacznie lepiej, co udowodniła podczas biegu techniką klasyczna na 10 km, który zwyciężyła. Warto podkreślić, że każda zawodniczka biegła indywidualnie, dzięki czemu Kowalczyk nie musiała mierzyć się ze współpracującymi Norweżkami. W klasyfikacji generalnej Polka jest pierwsza, z przewagą prawie 600 pkt nad drugą Johaug.

Następnie biathlon, a tam ogromna niespodzianka i zwycięstwo Magdaleny Gwizdoń w sprincie, która wreszcie przypomniała sobie, jak się strzela, bo wiemy dobrze, że pod względem biegowym jest bardzo dobrze przygotowana. Ostatni raz na najwyższym stopniu podium Gwizdoń stanęła w sezonie 2000/01. Osiągnęła biathlonowe niebo, po czym  spadła bardzo gwałtownie na ziemię w sztafecie. Po pierwszej zmianie Krystyna Pałka wyprowadziła naszą drużynę na drugie miejsce, następna biegła zwyciężczyni poprzedniego dnia. Wszyscy byli bardzo dobrze nastawieni i wierzyli w sukces, a komentatorski duet Eurosportu pompował balonik. Niestety on bardzo szybko pękł, po strzelaniu w pozycji leżącej, gdzie Gwizdoń "dorobiła" się dwóch karnych rund, tym samym spadając na siódme miejsce. Na szczęście na stojąco poszło już o wiele lepiej i nie miała żadnych pudeł. I ostatecznie po dobrych występach Nowakowskiej-Ziemniak i Hojnisz nasza sztafeta skończyła konkurs na 4. miejscu, co jest najlepszym wynikiem tego sezonu. 

Na uwagę zasługuje również Zbigniew Bródka, który stanął na 2. stopniu podium w zawodach Pucharu Świata w łyżwiarstwie szybkim na 1500 m., zapewniając sobie tym samym zwycięstwo w klasyfikacji generalnej na tym właśnie dystansie. To bardzo dobra wiadomość przed przyszłorocznymi Igrzyskami Olimpijskimi, gdyż taki wynik stawia Polaka w gronie kandydatów do medali.

I wreszcie: "last, but not least", czyli skoki narciarskie. Tutaj też się działo, oj działo. W sobotę odbył się konkurs drużynowy, który Polacy w składzie: Maciej Kot, Piotr Żyła, Krzysztof Miętus i Kamil Stoch, zakończyli na trzeciej pozycji, ustępując miejsca tylko Norwegom i zwycięskim Niemcom. To kolejny fantastyczny wynik zawodników Łukasza Kruczka w tym sezonie, choć jeszcze do ostatniej serii skoków, zajmowaliśmy czwarte miejsce. Jednak słabszy skok Gregora Schlierenzauera, przy dobrym Kamila dał nam miejsce na podium. To jednak nie koniec emocji.

W niedziele zawodnicy startowali indywidualnie i po pierwszej serii Kamil Stoch zajmował 2. miejsce, więc wszyscy liczyli na świetny wynik. Niestety drugi skok nie był, aż tak dobry i Polak spadł na miejsce 5. Zaraz za nim uplasował się Maciek Kot, który awansował z 11. pozycji. Również dobry wynik odnotowali Piotr Żyła - 12 miejsce i Krzysztof Miętus - 19. Pierwszej serii nie przebrnęli Dawid Kubacki i Stefan Hula. W konkursie zwyciężył Richard Freitag przed dwoma norweskimi Andersami - Bardalem i Jacobsenem Słabszy dzień miał lider klasyfikacji generalnej - Schlierenzauer, bo był dopiero 15.

Dziś zawodnicy startowali w Kuopio. Kamil Stoch zdeklasował rywali w pierwszej serii skokiem na 134, 5 m. i miał ogromną przewagę nad drugim Freundem. Nasz zawodnik nie dał sobie odebrać prowadzenia i w drugiej serii skoczył wystarczająco daleko, by odnieść pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata w tym sezonie. Tym samym zmniejsza swoją przewagę do czwartego w klasyfikacji generalnej Jacobsena i trzeciego Freunda, co daje jeszcze wiarę, że mógłby "wskoczyć" na podium. W drugiej serii byli jeszcze Piotrek Żyła, który awansował o kilka pozycji i ostatecznie zakończył konkurs na 15. miejscu, zaś Dawid Kubacki w finałowej serii skoczył gorzej i spadł na 24. miejsce. Drugi był Ito, a trzeci Freund. Schlieri zajął miejsce 5., co dało mu wystarczającą ilość punktów, by na cztery konkursy przed końcem sezonu zapewnić sobie Kryształową Kulę. W pełni zasłużenie, gdyż od pierwszych konkursów prezentował bardzo wysoką formę, co udowodnił m.in. zwyciężając Turniej Czterech Skoczni. A aktualny chwilowy, drobny spadek formy nie powinien odbić się na wrażeniu z całej zimy.

czwartek, 7 marca 2013

Liga Mistrzów

We wtorek i środę na kibiców futbolu czekała prawdziwa gratka, czyli oczywiście rozgrywki najlepsze z możliwych, a mianowicie Liga Mistrzów. Warto zacząć od meczu, na który czekał cały piłkarski świat, pojedynku dwóch drużyn, które należą do ścisłej światowej czołówki. Chodzi oczywiście o Manchester United kontra Real Madryt. Istotnym jego elementem był powrót Cristiano Ronaldo na Old Trafford - miejsce, w którym wiele się nauczył, gdzie jego kariera nabrała niesamowitego tempa. Po remisie 1:1 w Madrycie Czerwone Diabły musiały walczyć tylko, o to by nie stracić bramki, zaś Królewscy musieli zrobić wszystko, by ją zdobyć. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0. Strzelanie zaczęło się dopiero w drugiej. Warto podkreślić, że wszystkie gole zdobyli zawodnicy z hiszpańskiego klubu. W 46 min. Sergio Ramos pokonał swojego bramkarza. Manchester był już jedną nogą w ćwierćfinale, a tu czerwona kartka dla Naniego. Uważam, że nie należała się, ponieważ zawodnik portugalski nie widział nadbiegającego rywala i nie atakował wyprostowaną nogą. Wystarczyłaby spokojnie żółta, a nawet tylko wolny. Ta decyzja zaważyła na wyniku i po bramkach Modrića i Ronaldo (który, z szacunku dla byłego klubu, nie okazywał ostentacyjnie radości), to Królewscy będą walczyć o półfinał LM. 
Drugi wtorkowy mecz, to nasz polski tercet i ich Borussia Dortmund w pojedynku z Szachtarem Donieck, w którym niektórzy kibice pamiętają jeszcze Lewandowskiego, ale nie Roberta a Mariusza. Po zremisowanym meczu 2:2 na wyjeździe, to Mistrz Niemiec był na wiele lepszej pozycji przed rewanżem. I udowodnił swoją dominację, zwyciężając 3:0 po bramkach Santany, Goetze (asystował mu Lewandowski) i Błaszczykowskiego.
Mecze środowe to PSG z Valencią i Juventus z Celticiem. Drużynie z Paryża po zwycięstwie 2:0 w pierwszym meczu wystarczył jednobramkowy remis do awansu. W przypadku Włochów zdominowali oni całkowicie rywalizację z klubem z Glasgow zwyciężając kolejno 2:0 i 3:0. 
Wiadomo już więc, że w ćwierćfinale są Real Madryt, Manchester United, PSG i Juventus Turyn. Kolejne cztery drużyny wyłonią przyszłotygodniowe rewanże, w których zmierzą się Barcelona z Milanem, Schalke z Galatasaray, Bayern z Arsenalem i Malaga z Porto. Czekaja nas więc kolejne fantastyczne emocje.

poniedziałek, 4 marca 2013

starcie gigantów

PGE Skra Bełchatów vs. Asseco Resovia Rzeszów - to nie był zwykły mecz rundy zasadniczej, te dwie drużyny spotkały się w fazie play-off i to już w ćwierćfinale. Gdyby ktoś przed sezonem powiedział mi, że mistrz i wicemistrz polski zagrają ze sobą już w pierwszej rundzie tej fazy, co wiązało się będzie z faktem, iż jedna z nich nie będzie walczyć o medale, to pewnie bym go wyśmiała, a razem ze mną cały siatkarski świat. A tu taka niespodzianka i przedwczesny finał PlusLigi już na przełomie lutego i marca. I przedwczesność finału nie wynikała tylko z faktu, jakie to drużyny. O nie, to była jedna z najlepszych, najbardziej zaciętych i dramatycznych rywalizacji do trzech zwycięstw, jakie dane mi było do tej pory oglądać.

Rozpoczęło się od dwóch zwycięstw Resovii na swoim terenie. Gdy rywalizacja przenosiła się do Bełchatowa, wielu już przekreślało Skrę, mówiąc że w takiej formie, przy takich problemach kadrowych, już raczej będą się żegnać z szansami na medal w tym roku. Pewności nabierali, gdy na tablicy wyników było już 2:0 dla gości. Wtedy Skra wróciła z nad przepaści, pozbierali się, zmotywowali, Nawrocki dokonał zmiany Mariusza Wlazłego na Michała Bąkiewicza i poszło. Doprowadzili do wyrównania, a potem wygrali decydującego seta, a następnego dnia kolejny mecz. Wszyscy, którzy już przekreślili Skrę, przecierali oczy ze zdziwienia. Dla mnie taki stan rzeczy był, jak miód na serce, bo jak wiadomo Bełchatów od zawsze na zawsze był, jest i będzie moją najukochańszą drużyną.

I dziś o godzinie 18:00 miał się zacząć ostatni mecz w Rzeszowie. Dlatego też dumnie paradowałam na wf w swojej koszulce z całą drużyna Skruni. Po zajęciach biegłam na tramwaj i kalkulowałam w głowie, czym jechać, jak to zrobić, by zdążyć na godzinę zero. Gdy o 17:50 weszłam do domu z ogromnym uśmiechem na twarzy, to od razu włączyłam telewizor na Polsat Sport i zasiadłam szczęśliwa, że zdążyłam, pełna niecierpliwości na czekający mnie mecz i zestresowana o dalsze losy Skry. I stało się, zaczęło się starcie gigantów - o tak, nie da się tego inaczej określić. Pierwszy set - czysta finezja. Mało błędów, dobre zagrywki, efektowne ataki, niesamowite obrony, dobre bloki - czyli wszystko, to co kibice lubią najbardziej. Bardzo wyrównany set do 23 wygrał Rzeszów, kolejny również padł łupem gospodarzy. Niestety Skra już się w nim troszkę posypała. I znów przepaść i znów odradzają się, jak feniks z popiołów. Znów zmiana Bąkiewicz za Wlazłego, poprawili zagrywkę, uspokoili grę i doprowadzili do tie-break'a. Moje prawie połamane już kciuku, zaciskałam jeszcze mocniej, byleby Skra wygrała. Zaczęli świetnie, prowadzili 6:4 i potem proste błędy, m.in. Atansijevica i wynik 8:6 na korzyść Rzeszowian. Potem kilka kontrowersyjnych decyzji sędziego, dobra gra Lotmana, zagubienie Skry i niestety... Asseco nie oddała prowadzenia do końca, zwyciężając w piątym secie, piątego meczu ćwierćfinału PlusLigi do 13. Po ostatniej piłce cieszyli się bynajmniej tak, jakby zdobyli złoto Ligi Mistrzów.

To były naprawdę cudowne mecze, których żal nie byłoby oglądać. Niestety, bardzo mi smutno, że Skra Bełchatów pierwszy raz od dziewięciu lat nie będzie walczyła o medale. Wynika to z wielu problemów, jakie nękały tę drużynę. Odszedł Bartek Kurek, nie udało im się zakupić nikogo na jego miejsce, dlatego też z przymusu Mariusz Wlazły musiał zejść na przyjęcie, gdzie całkiem dobrze sobie radził, powiedziałabym nawet bardzo dobrze, jednak oczywiste jest, że nie był w stanie pokazać na tej pozycji tego, co potrafi najlepiej. Dla niego taka zmiana była krzywdzącą, szczególnie podczas rywalizacji z Asseco, gdyż większość czasu spędził w kwadracie dla rezerwowych. Bardzo to smutny widok dla fana Skry. Przecież to w końcu jeden z najlepszych polskich atakujących. Mam nadzieję, że wreszcie wróci do kadry, ale to już temat na inny dzień. Kolejne problemy Skry, to kontuzje Michała Winiarskiego - ostoi ich przyjęcia, świetnego w ataku. Wiadomo przecież jakim zawodnikiem jest Michał. A ledwo co wyleczył kręgosłup, to skręcił sobie kostkę, tym samym nie był  w stanie wrócić do najlepszej dyspozycji, a w sytuacji Skry, gdy mieli ogromny deficyt na tej pozycji, to grać musiał. Niestety moja Skrunia jest teraz w dużym dołku, ale nie pozostaje mi nic innego, jak wierzyć w nich. Na razie czeka ich walka o piąte miejsce, a potem trzeba kupić nowych zawodników, poukładać skład, może zastanowić się nad trenerem... I ruszyć do walki o powrót na piedestał, bo nikt tak jak Skra, nie zasługuje na to, żeby się na nim znajdować - tak przynajmniej myślę ja, fanka:)

weekend dla kibica

Weekend - najwspanialszy czas dla fanów sportu. Można usiąść z pilotem w ręku i "pstrykać" od kanału do kanału, nie mając najmniejszego pojęcia na co się zdecydować, bo Grand Derbi, bo Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym, bo PlusLiga, bo liga piłki ręcznej... mogłabym tak wyliczać bez końca, niestety nie było mi dane tym razem zakosztować tego czaru weekend'owych doznań kibiców.

Praca pokrzyżowała mi plany, tym samym nie widziałam najważniejszych wydarzeń minionych dni, a mianowicie skoków narciarskich, w których to nasza kadra, złożona z najlepszych w tym sezonie - Maćka Kota, Piotrka Żyły, Dawida Kubackiego i Kamila Stocha, stanęła na trzecim stopniu podium, trwających Mistrzostw Świata, ustępując miejsca tylko takim "firmom", jak Niemcy i Austria. Co to był za konkurs. Powtórki, różne relacje i opowieści, pozwoliły mi na stworzenie sobie pewnego obrazu, tych jakże radosnych dla nas zawodów. Fettner jadący na jednej narcie, Morgenstern lądujący z kontuzją kolana, mimo takich przeciwności, udało im się wywalczyć złoto. A nasi brązowi medaliści, podobno powinni podziękować Morgiemu, który to miał zauważyć, iż sędziowie nie odliczyli Bardalowi punktów za podwyższoną belkę w pierwszej serii. Dzięki temu to właśnie polscy skoczkowie zastąpili Norwegów na podium. Piotr Żyła jest skłonny w podzięce "postawić Thomasowi flaszkę, a nawet całą zgrzewkę"! W końcu jest co opijać:)

Justyna Kowalczyk również dołożyła swoje, zdobywając srebro w biegu na 30 km techniką klasyczną. Z serca jej gratuluję i cieszę się z kolejnego sukcesu polskiej zawodniczki, jednak przyznać muszę, że do moich największych ulubieńców nie należy. Ale mimo to zawsze życzę jej sukcesów i cieszę się z medalu.
To najważniejsze wiadomości tego weekendu dla Polaków, resztę sprawdźcie sobie sami - za karę, że mogliście to widzieć, a ja nie:)