czwartek, 30 maja 2013

Liga Mistrzów - znów

Kochani! Dziś znów o Lidze Mistrzów, tym razem jednak nie tej z Piszczkiem, Lewandowskim i Błaszczykowskim, ale tej z całą polską drużyną w najlepszej czwórce, czyli Final Four w piłce ręcznej. 

Już w sobotę o 15:15 Mistrz Polski - Vive Targi Kielce zmierzy się w półfinale z najbardziej utytułowaną drużyną w LM - FC Barceloną. Drużynę Bogdana Wenty czeka ciężki mecz, w którym na pewno nie uchodzi za faworyta, ale trener naszych szczypiornistów wierzy, że zawodnicy zostawią na boisku wiele zdrowia i sił, będą walczyć do ostatniej minuty i nie przyniosą wstydu całej Polsce. Bo przecież mają wsparcie nas wszystkich!

Vive to pierwsza polska drużyna, która doszła tak daleko w tych najbardziej prestiżowych rozgrywkach. Wierzę w nich i mocno ściskam kciuki za kolejny pierwszy raz! Mam nadzieję, że poniesie ich niedawne gładkie zwycięstwo w trzech finałowych meczach nad Wisłą Płock. 

W drugim półfinale zagrają: faworyt do tytułu - THW Kiel i HSV Hamburg, w którego składzie występuje jeden z najlepszych polskich szczypiornistów - Marcin Lijewski. Może dojdzie do ogromnej niespodzianki i faworyci zagrają o trzecie miejsce, a w finale "Lijek" spotka się z swoim młodszym bratem Krzyśkiem i innymi kolegami z reprezentacji Polski? Oby! Takiego finału sobie życzymy, a wszystkiego dowiemy się w weekend!

Życzę Wam więc miłej zabawy i mocno dopingujcie Vive Targi Kielce!!! :) 

niedziela, 26 maja 2013

Chociaż Lahm się ucieszył

Wnioskuję z komentarzy pod moim poprzednim postem, że nie tylko ja byłam wczoraj wieczorem nieszczęśliwa, wręcz bliska płaczu, gdy widziałam łzy w oczach Łukasza Piszczka, Kuby Błaszczykowskiego, Roberta Lewandowskiego i całej drużyny Borussi. Niestety nie doczekaliśmy się zwycięstwa naszych muszkieterów, nawet dogrywki i karnych nie było, a tylko 90 minut i skromne trzy bramki, ale mimo wszystko to był dobry mecz.

Może nie był to jeden z tych, który kibice za dziesięć lat będą wspominali z dreszczykiem emocji i przyśpieszonym biciem serca, ale my - Polacy na pewno zapamiętamy go z powodu trzech Polaków w finale LM. A co wspominać będzie piłkarski świat? Dobrą, ofensywną grę obu drużyn, naprawdę fajne widowisko i piękną, zwycięską bramkę Arjena Robbena. Więc mimo wszystko myślę, że jednak te dziewięćdziesiąt minut sprawiło Wam wczoraj przyjemność, taką jak mnie, bo każdy dobry mecz, to przecież nie lada gratka dla nas! A mi humor troszeczkę poprawia fakt, że przynajmniej Philip Lahm, czyli jedyny zawodnik Bayernu, którego lubię, wzniósł puchar w geście zwycięstwa, a Polacy jeszcze zaistnieją i swoje pokażą!

A tak na marginesie - dziś zaczął się Roland Garros, także "enjoy"...

czwartek, 23 maja 2013

It's gonna be LEGEN... wait for it... DARY... LEGENDARY

Na co czekacie z zapartym tchem, zagryzacie paznokcie i odliczacie godziny? Na wakacje, a może sesje i egzaminy? Pewnie każdy z Was wymienia teraz w swej główce kilka, a nawet kilkanaście rzeczy i ja też. A jedna z nich zbliża się wielkimi krokami i już myślę, gdzie, z kim i jak to zrobię. A chodzi oczywiście o jedno z najważniejszych, sportowych wydarzeń tego roku, czyli... finał Ligi Mistrzów.

Kto z Was czeka na niego tak bardzo, jak ja? Pewnie wielu! I wszyscy zastanawiamy się, czy będzie można go skwitować tytułem tego posta, czy polska trójka z BVB zaistnieje i przejdzie do historii, czy dane im będzie dźwigać słodki ciężar pucharu, czy jednak Philip Lahm wzniesie go w górę? Czy Borussi uda się pokonać faworyzowany Bayern, czego ja bym chciała! Tyle pytań, a na odpowiedzi trzeba czekać jeszcze dwa dni! 

Dlatego kochani, życzę Wam cierpliwości jeszcze te 48 godzin (właściwie już tylko 47!), a przede wszystkim tego, żeby została ona Wam wynagrodzona cudownym, sportowym widowiskiem, takim, które zapamiętamy na lata!! 

A może mała sonda i w komentarzach napiszecie mi komu kibicujecie?? 

środa, 22 maja 2013

O sportowych ekspertach internetowych


Jak już wiecie jedną z mych największych przyjemności jest popołudnie spędzone ze skokami narciarskimi, dziewięćdziesięcioma minutami futbolu, sześciu godzinami meczu tenisowego na Wielkim Szlemie, czy też dobre pięć setów siatkówki. Oddanie się takim zajęciom to dla mnie nie lada przyjemność, a radość po zwycięstwie moich ulubieńców jest tak ogromna, jak gdybym to bynajmniej ja brała udział w tych zawodach. Jednak cały czar znika, gdy to wydarzenie staje się tematem w sieci, a wszyscy anonimowi internauci mają wiele do powiedzenia na ten temat; często zbyt wiele.

Niestety, ci “znający się na wszystkim” komentatorzy nie mają żadnych granic w swych ocenach. Zagryzając paznokcie, z wyczekiwaniem szukają najnowszych wpisów na portalach sportowych i wreszcie mogą sobie poużywać. Dziesięć minut po zakończeniu rozgrywek strony internetowe walczą o to, która pierwsza zamieści informację na jej temat, a już chwilę później pod wpisem roi się od komentarzy internetowych speców.

Weźmy na przykład konkurs w skokach narciarskich. Wygra Schlierenzauer, zaraz pojawiają się komentarze o pomocy sędziów, gdy pierwsze miejsce zajmie Jacobsen, wtedy czytamy o sterydach i używkach, a najdziwniejsze jest to, że nawet gdy wygra Stoch “eksperci” znajdą  powody, by się doczepić, że to nie Małysz, że daleko mu do ideału, że nigdy nie osiągnie tego, co jego kochany przez wszystkich Polaków poprzednik.

Reprezentacja Polski mężczyzn w siatkówce, tak uwielbiana przez kibiców tej dyscypliny też nie jest wolna od opinii sieciowych znawców. Przypominam sobie niezbyt udane dla nas Igrzyska Olimpijskie 2012 i poprzedzające je zwycięstwo w Lidze Światowej. Po triumfie w tej prestiżowej imprezie wszyscy kochali naszych siatkarzy, a trener Andrea Anastasi to najlepsza możliwa osoba na tym stanowisku. Jednak ich opinie zmieniły się dokładnie z dniem porażki w ćwierćfinale z Rosją w Londynie. Wtedy krytyce nie było końca, wszyscy byli zgodni, że udział w Lidze Światowej zmęczył zawodników, co doprowadziło do tej klęski. I już trenera zlinczowano, a na zawodnikach nie pozostawiono suchej nitki. Szkoda tylko, że była to opinia tych samych internatów, którzy kilka tygodni wcześniej wychwalali te drużynę pod niebiosa.

Sześciogodzinny mecz tenisowy to pięć setów niesamowitych emocji, będących nie lada gratką dla fanów tego sportu, którzy z zapartym tchem obserwują każdą piłkę tego pojedynku. Zawodnicy po takim maratonie nie są w stanie ustać na nogach w oczekiwaniu na odbiór pucharu. Zmęczenie, a także radość i euforia są niemal namacalne, ale… No właśnie. I wtedy do głosu dochodzą moi ulubieńcy. Bo przecież to było ustawione, oni się porozumieli przed meczem, zwycięzca miał dużo szczęścia, jego przeciwnik nie był w formie, a do tego obaj byli na dopingu. I tak cały czas. Nieważne, że na ich oczach właśnie miało miejsce historyczne wydarzenie, przecież trzeba skrytykować i zaistnieć w Internecie, bo tylko tam mają na to szansę.

Tego typu przykładów mogłabym tu mnożyć bez końca, ale nie o to mi chodzi. Jako kibic z wieloletnim stażem, interesuję się większością dyscyplin sportowych, mam w nich swoich ulubieńców, ale też i takich zawodników, których nie darzę sympatią,. Jednak nie zwykłam wyrażać swej antypatii poprzez pełne nienawiści i zazdrości komentarze z wyssanymi z palca bzdurami. Wręcz przeciwnie, ponieważ uważam, że nawet Ci, których nie zamieściliśmy na naszej liście faworytów, zasługują na obiektywną ocenę ich umiejętności i okazanie im szacunku chociażby za pasję i trud, które wkładają w to, co robią.

Przyznam się szczerze, że rzadko czytam te wszystkie komentarze, staram się w ogóle nie zwracać na nie uwagi. A robię to dlatego, że nie jestem w stanie tego znieść, nie mam sił do czytania takich pseudointelektualnych wypowiedzi osób, które moim zdaniem w ten sposób leczą swoje kompleksy. Czytając tego typu opinie, wyobrażam sobie osoby, które nie darzą siebie sympatią, a nawet akceptacją, nie potrafią znaleźć sobie zajęcia, może nie radzą sobie ze swymi słabościami, dlatego próbują odreagować swą frustrację na ludziach, którzy coś osiągnęli, którym zazdroszczą sukcesów. Nie uważam jednak, by próby udowodnienia sobie i innym, że znam się na wszystkim, były dobrym sposobem na poprawę swej samooceny, gdyż nie przynosi to raczej efektów, poza niezbyt pozytywnymi emocjami, które udzielają się kibicom i komentowanym zawodnikom.

Dlatego “kochani” anonimowi internauci, znajdziecie sobie jakąś pasję, hobby lub przynajmniej poczytajcie dobrą książkę (może o relacjach międzyludzkich lub sposobach na polubienie siebie), zamiast pastwić się nad sportowcami, których jedyną winą jest fakt, że osiągnęli w życiu sukces, dzięki swej ciężkiej pracy!

wtorek, 21 maja 2013

A jednak Nadal

Z powodu pięknej pogody i grillowego nastroju dopiero dziś mogę Was poinformować o wynikach turnieju w Rzymie. Francuz dla Jerzego Janowicza okazała się szczęśliwy i Łodzianin pokonał Richarda Gasqueta, awansując do ćwierćfinału, jednak tam czekał na niego Szwajcarski mistrz - Roger Federer, który okazał się dla młodego Polaka jeszcze zbyt dobry. Ale ważne, że Jerzyk nie poległ z kretesem, wręcz rozegrał naprawdę dobre spotkanie ze swoim idolem, niestety bardzo przeszkadzała mu trema. Jeśli zaś chodzi o Novaka, to on też poległ w ćwierćfinale za sprawą Tomasa Berdycha. Zwycięzcom rzymskiego turniej został Rafa Nadal, który w finale gładko pokonał Rogera 6:1, 6:3. 

26 maja rusza Roland Garros, czyli kolejne wielkie emocje na korach ziemnych. Mam nadzieje, że uda się Djokovićowi zdobyć w końcu tego jednego brakującego szlema, a Jerzyk, który awansował w rankingu ATP na 23 miejsce, odnotuje kolejny dobry, a może nawet rewelacyjny występ. Kto wie?

środa, 15 maja 2013

On może być pierwszy

Tak o naszym Jerzym Janowiczu wyrażał się Toni Nadal, czyli trener sławnego "Rafy", podczas konferencji w Katowicach. I choć do lidera rankingu brakuje mu jeszcze sporo, to dziś poczynił kolejny duży krok w tym kierunku. Największy od zwycięstwa nad Andym Murrayem w Paryżu w poprzednim sezonie. 

"Jerzyk" pokonał ósmą rakietę świata Jo-Wilfrieda Tsonge w II rundzie, trwającego turnieju w Rzymie na korach ziemnych. Polak zwyciężył 6:4, 7:6(7:5). Z radości po ostatniej piłce meczu podarł swą koszulkę. To pierwsze zwycięstwo w tym roku nad wyżej rozstawionym od siebie zawodnikiem.

Było to zwycięstwo w pełni zasłużone. Gra młodego Łodzianina wyglądała wreszcie tak, jak powinna. Udało mu się pokazać dziś to, czym zachwycał cały tenisowy świat, dochodząc do finału w Paryżu, gdzie uległ Davidowi Ferrerowi. Fantastyczny serwis i mało błędów, mocna i konsekwentna gra oraz pewność siebie - tyle potrzeba było 24. zawodnikowi rankingu ATP, by awansować do kolejnej rundy, gdzie zmierzy się z... Francuzem Richardem Gasquetem, zajmującym 9 miejsce na świecie. 

Czyżby francuscy zawodnicy mieli okazać się szczęśliwi dla Jerzego? Miejmy taką nadzieję. Gorąco go dopinguję i trzymam kciuki za finał Janowicz : Djoković, który jest jak najbardziej realny, ale do niego jeszcze długa droga dla obu. "Jerzyka" czeka na niej prawdopodobnie mecz z Federerem, jeżeli oczywiście uda mu się przebrnąć III rundę, w co mocno wierzę!

Muszę też dodać, że z turniejem kobiet w drugiej rundzie pożegnała się Agnieszka Radwańska, przegrywając z Rumunką Simoną Halep 7:6(7:2), 1:6, 2:6. Był to jej pierwszy mecz w Rzymie, gdyż we wcześniejszej rundzie miała wolny los. Za to lepiej spisała się młodsza z sióstr - Urszula, która w pierwszej rundzie pokonała Ane Ivanović, byłą liderkę rankingu. Teraz czeka ją mecz z Japonką Ayumi Moritą. 

niedziela, 12 maja 2013

sport flesz

  • Sir Alex Ferguson po 27 latach na stanowisku managera Manchesteru United ogłosił, że odchodzi na emeryturę. Najbardziej utytułowany i jeden z najlepszych trenerów na świecie doprowadził swój klub w tym sezonie do Mistrzostwa Anglii po raz trzynasty. Posadę po Szkocie obejmie jego rodak i dobry przyjaciel, obecny szkoleniowiec Evertonu - David Moyes. Przyznam szczerze, że jestem zdumiona i bardzo będzie mi brakowało charakterystycznego żucia gumy i momentami starodawnego zachowania bossa z MU!
  • W Madrycie kończy się dziś turniej ATP Masters 1000 na mączce. W finale zagrają Rafael Nadal i Stanislas Wawrinka. Niestety zarówno Novak Djoković, jak i Jerzy Janowicz odpadli już w drugiej rundzie. Polaka pokonał Tomas Berdych - światowa szóstka. 
  • Michał Winiarski odchodzi z PGE Skry Bełchatów do rosyjskiego Fakieł Novyj Urengoj. Winiar liczył, że w zaaklimatyzowaniu się pomoże mu Łukasz Żygadło, jednak ten według nieoficjalnych doniesień zostanie pierwszym rozgrywającym Zenitu Kazań.
  • Piątą drużynę Plusligi opuszczają też: Dante Boninfante, Wytze Kooistra, prawdopodobnie Aleksandar Atanasijević i Michał Bąkiewicz. Nowym trenerem został dawny zawodnik Hiszpan Miquel Angel Falasca. A skład drużyny zasilą Staphane Antiga, Andrzej Wrona, Wojciech Włodarczyk, Nicolas Uriate i Facundo Conte. 
  • Zbigniew Bartman opuszcza drużynę Mistrza Polski, a wraz z nim dwóch innych zawodników: Maciej Dobrowolski i Nikola Kovacević. Resovia zakupiła za to Fabiana Drzyzgę, Dawida Konarskiego i Nikołaja Penczewa.
  • Drużyna z Kędzierzyna - Koźle rozstała się z trenerem Danielem Castellanim, a także z najlepszym wg rankingu "Przeglądu Sportowego" zawodnikiem sezonu 2012/13 - Felipe Fontelesem. 
  • Jastrzębski Węgiel opuściło dwóch zagranicznych zawodników: Amerykanin Russel Holmes i Włoch Mateo Martino. A od nowego sezonu do drużyny dołączy Słoweniec Alen Pajenk.
  • Bartosz Kurek zmienia rosyjską Superligę na włoską Serie A. Zagra w byłym klubie Sebastiana Świderskiego - Lube Banca Macerata. 
A na koniec sportowa anegdotka: (autentyczna :D)
Moja koleżanka rozmawia ze swoim chłopakiem o moim zainteresowaniu sportem. I on ją pyta:
- To powiedz mi komu Białas kibicuje w tenisie?
- No temu Djokovicowi.
- Aha.
- No i jeszcze temu Novakovi...

HEHE:D Uwielbiam to <3 A iście "złotoustą" autorkę pozdrawiam :*

czwartek, 2 maja 2013

Niemiecka dominacja

Koniec ery, drużyny, świata, potęgi, precyzji... takie tytuły i górnolotne określenie uderzają nas z każdej strony i wszyscy wiemy dlaczego! Chodzi tu przecież o porażkę i to porażkę z kretesem wielkiej Barcelony. Ale od początku...

Tydzień temu we wtorek odbył się pierwszy półfinał LM, czyli Bayern Monachium i FC Barcelona. Mecz ten można podsumować krótko: "Katalończycy dostali manto!" Niemiecka drużyna zwyciężyła 4:0 po dwóch golach Muellera (25' i 88') oraz po jednym Gomeza (49') i Robbena (73'). Dawno nie widziałam, właściwie to nie wiem czy kiedykolwiek widziałam piłkarzy Barcy w takim stanie i takim meczu... No ale, wielkie drużyny broni nie składają i zdarzali się jeszcze tacy, którzy w cud wierzyli. A nawet jeśli nie w cud, to chociaż w walkę ze strony Hiszpanów, chociaż o honor! Przecież oni na Camp Nou nie przegrywają. Gazety rozpisywały się, a zawodnicy i sztab wmawiali wszystkim, że cudowny Messi jest w stanie ich uratować. A tu niespodzianka! Argentyńczyk cały mecz spędził na ławce rezerwowych, a Monachijczycy roznieśli Barcelonę 3:0! Strzelali Robben (48'), Pigue (72') - samobójcza bramka ostoi defensywy Barcy i Mueller (78'). Dwumecz można podsumować jako pogrom i jedyne co nam pozostaje, to chwalić Bayern za cudowną grę.

Drugi półfinał to kolejne już w tej edycji LM starcia Burussi Dortmund z Realem Madryt. Pierwszy mecz odbył się w zeszłą środę i... Wszyscy wiemy i co! Robert Lewandowski pokazał się z rewelacyjnej strony, zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w swojej dotychczasowej karierze, pokonując Lopeza aż czterokrotnie (8', 50', 55' i 66' - z karnego). Przez następne kilka dni był on numerem jeden we wszystkich gazetach, portalach i wiadomościach sportowych i nie tylko. Real w Niemczech na popis Polaka odpowiedział tylko jednym trafieniem Ronaldo (43'). Na Santiago Bernabeu niemiecka drużyna przyjechała więc jako faworyt, jednak musieli się pilnować, by nie uwierzyć w awans przed meczem. Królewscy w przeciwieństwie do zawodników ze swojego największego przeciwnika w Primera Division powalczyli i zwyciężyli 2:0 po strzałach Benzemy (83') i Ramosa (88'). Jeszcze jeden gol, do którego wcale nie było tak daleko i Borussia pożegnałaby się z marzeniami o finale, ale na szczęście mieli w bramce Weidenfellera, który zagrał fantastyczny mecz.

Więc przyszedł czas na niemiecki finał i 25 maja na Wembley spotkają się dwie najlepsze drużyny Bundesligi. Dla nas to też niesamowita sprawa, bo pierwszy raz w historii trzech Polaków zagra o puchar najbardziej prestiżowych rozgrywek. Czy trójka z Dortmundu zapisze się na kartach sportowych obok Zbigniewa Bońka, Jerzego Młynarczyka i Jerzego Dudka? A może Philipp Lahm mały, a jednak wielki kapitan drużyny z Monachium wzniesie zwycięski puchar? Zobaczymy już niedługo! Jednego jestem pewna, szykują się wielkie emocje i wspaniały mecz. A ich przedsmak będziemy mieli już 4 maja, gdyż finaliści LM spotkają się w Bundeslidze.