Jak już wiecie jedną z mych największych przyjemności jest popołudnie spędzone ze skokami narciarskimi, dziewięćdziesięcioma minutami futbolu, sześciu godzinami meczu tenisowego na Wielkim Szlemie, czy też dobre pięć setów siatkówki. Oddanie się takim zajęciom to dla mnie nie lada przyjemność, a radość po zwycięstwie moich ulubieńców jest tak ogromna, jak gdybym to bynajmniej ja brała udział w tych zawodach. Jednak cały czar znika, gdy to wydarzenie staje się tematem w sieci, a wszyscy anonimowi internauci mają wiele do powiedzenia na ten temat; często zbyt wiele.
Niestety, ci “znający się na wszystkim” komentatorzy nie mają żadnych granic w swych ocenach. Zagryzając paznokcie, z wyczekiwaniem szukają najnowszych wpisów na portalach sportowych i wreszcie mogą sobie poużywać. Dziesięć minut po zakończeniu rozgrywek strony internetowe walczą o to, która pierwsza zamieści informację na jej temat, a już chwilę później pod wpisem roi się od komentarzy internetowych speców.
Weźmy na przykład konkurs w skokach narciarskich. Wygra Schlierenzauer, zaraz pojawiają się komentarze o pomocy sędziów, gdy pierwsze miejsce zajmie Jacobsen, wtedy czytamy o sterydach i używkach, a najdziwniejsze jest to, że nawet gdy wygra Stoch “eksperci” znajdą powody, by się doczepić, że to nie Małysz, że daleko mu do ideału, że nigdy nie osiągnie tego, co jego kochany przez wszystkich Polaków poprzednik.
Reprezentacja Polski mężczyzn w siatkówce, tak uwielbiana przez kibiców tej dyscypliny też nie jest wolna od opinii sieciowych znawców. Przypominam sobie niezbyt udane dla nas Igrzyska Olimpijskie 2012 i poprzedzające je zwycięstwo w Lidze Światowej. Po triumfie w tej prestiżowej imprezie wszyscy kochali naszych siatkarzy, a trener Andrea Anastasi to najlepsza możliwa osoba na tym stanowisku. Jednak ich opinie zmieniły się dokładnie z dniem porażki w ćwierćfinale z Rosją w Londynie. Wtedy krytyce nie było końca, wszyscy byli zgodni, że udział w Lidze Światowej zmęczył zawodników, co doprowadziło do tej klęski. I już trenera zlinczowano, a na zawodnikach nie pozostawiono suchej nitki. Szkoda tylko, że była to opinia tych samych internatów, którzy kilka tygodni wcześniej wychwalali te drużynę pod niebiosa.
Sześciogodzinny mecz tenisowy to pięć setów niesamowitych emocji, będących nie lada gratką dla fanów tego sportu, którzy z zapartym tchem obserwują każdą piłkę tego pojedynku. Zawodnicy po takim maratonie nie są w stanie ustać na nogach w oczekiwaniu na odbiór pucharu. Zmęczenie, a także radość i euforia są niemal namacalne, ale… No właśnie. I wtedy do głosu dochodzą moi ulubieńcy. Bo przecież to było ustawione, oni się porozumieli przed meczem, zwycięzca miał dużo szczęścia, jego przeciwnik nie był w formie, a do tego obaj byli na dopingu. I tak cały czas. Nieważne, że na ich oczach właśnie miało miejsce historyczne wydarzenie, przecież trzeba skrytykować i zaistnieć w Internecie, bo tylko tam mają na to szansę.
Tego typu przykładów mogłabym tu mnożyć bez końca, ale nie o to mi chodzi. Jako kibic z wieloletnim stażem, interesuję się większością dyscyplin sportowych, mam w nich swoich ulubieńców, ale też i takich zawodników, których nie darzę sympatią,. Jednak nie zwykłam wyrażać swej antypatii poprzez pełne nienawiści i zazdrości komentarze z wyssanymi z palca bzdurami. Wręcz przeciwnie, ponieważ uważam, że nawet Ci, których nie zamieściliśmy na naszej liście faworytów, zasługują na obiektywną ocenę ich umiejętności i okazanie im szacunku chociażby za pasję i trud, które wkładają w to, co robią.
Przyznam się szczerze, że rzadko czytam te wszystkie komentarze, staram się w ogóle nie zwracać na nie uwagi. A robię to dlatego, że nie jestem w stanie tego znieść, nie mam sił do czytania takich pseudointelektualnych wypowiedzi osób, które moim zdaniem w ten sposób leczą swoje kompleksy. Czytając tego typu opinie, wyobrażam sobie osoby, które nie darzą siebie sympatią, a nawet akceptacją, nie potrafią znaleźć sobie zajęcia, może nie radzą sobie ze swymi słabościami, dlatego próbują odreagować swą frustrację na ludziach, którzy coś osiągnęli, którym zazdroszczą sukcesów. Nie uważam jednak, by próby udowodnienia sobie i innym, że znam się na wszystkim, były dobrym sposobem na poprawę swej samooceny, gdyż nie przynosi to raczej efektów, poza niezbyt pozytywnymi emocjami, które udzielają się kibicom i komentowanym zawodnikom.
Dlatego “kochani” anonimowi internauci, znajdziecie sobie jakąś pasję, hobby lub przynajmniej poczytajcie dobrą książkę (może o relacjach międzyludzkich lub sposobach na polubienie siebie), zamiast pastwić się nad sportowcami, których jedyną winą jest fakt, że osiągnęli w życiu sukces, dzięki swej ciężkiej pracy!