Wnioskuję z komentarzy pod moim poprzednim postem, że nie tylko ja byłam wczoraj wieczorem nieszczęśliwa, wręcz bliska płaczu, gdy widziałam łzy w oczach Łukasza Piszczka, Kuby Błaszczykowskiego, Roberta Lewandowskiego i całej drużyny Borussi. Niestety nie doczekaliśmy się zwycięstwa naszych muszkieterów, nawet dogrywki i karnych nie było, a tylko 90 minut i skromne trzy bramki, ale mimo wszystko to był dobry mecz.
Może nie był to jeden z tych, który kibice za dziesięć lat będą wspominali z dreszczykiem emocji i przyśpieszonym biciem serca, ale my - Polacy na pewno zapamiętamy go z powodu trzech Polaków w finale LM. A co wspominać będzie piłkarski świat? Dobrą, ofensywną grę obu drużyn, naprawdę fajne widowisko i piękną, zwycięską bramkę Arjena Robbena. Więc mimo wszystko myślę, że jednak te dziewięćdziesiąt minut sprawiło Wam wczoraj przyjemność, taką jak mnie, bo każdy dobry mecz, to przecież nie lada gratka dla nas! A mi humor troszeczkę poprawia fakt, że przynajmniej Philip Lahm, czyli jedyny zawodnik Bayernu, którego lubię, wzniósł puchar w geście zwycięstwa, a Polacy jeszcze zaistnieją i swoje pokażą!
A tak na marginesie - dziś zaczął się Roland Garros, także "enjoy"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz