Koniec ery, drużyny, świata, potęgi, precyzji... takie tytuły i górnolotne określenie uderzają nas z każdej strony i wszyscy wiemy dlaczego! Chodzi tu przecież o porażkę i to porażkę z kretesem wielkiej Barcelony. Ale od początku...
Tydzień temu we wtorek odbył się pierwszy półfinał LM, czyli Bayern Monachium i FC Barcelona. Mecz ten można podsumować krótko: "Katalończycy dostali manto!" Niemiecka drużyna zwyciężyła 4:0 po dwóch golach Muellera (25' i 88') oraz po jednym Gomeza (49') i Robbena (73'). Dawno nie widziałam, właściwie to nie wiem czy kiedykolwiek widziałam piłkarzy Barcy w takim stanie i takim meczu... No ale, wielkie drużyny broni nie składają i zdarzali się jeszcze tacy, którzy w cud wierzyli. A nawet jeśli nie w cud, to chociaż w walkę ze strony Hiszpanów, chociaż o honor! Przecież oni na Camp Nou nie przegrywają. Gazety rozpisywały się, a zawodnicy i sztab wmawiali wszystkim, że cudowny Messi jest w stanie ich uratować. A tu niespodzianka! Argentyńczyk cały mecz spędził na ławce rezerwowych, a Monachijczycy roznieśli Barcelonę 3:0! Strzelali Robben (48'), Pigue (72') - samobójcza bramka ostoi defensywy Barcy i Mueller (78'). Dwumecz można podsumować jako pogrom i jedyne co nam pozostaje, to chwalić Bayern za cudowną grę.
Drugi półfinał to kolejne już w tej edycji LM starcia Burussi Dortmund z Realem Madryt. Pierwszy mecz odbył się w zeszłą środę i... Wszyscy wiemy i co! Robert Lewandowski pokazał się z rewelacyjnej strony, zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w swojej dotychczasowej karierze, pokonując Lopeza aż czterokrotnie (8', 50', 55' i 66' - z karnego). Przez następne kilka dni był on numerem jeden we wszystkich gazetach, portalach i wiadomościach sportowych i nie tylko. Real w Niemczech na popis Polaka odpowiedział tylko jednym trafieniem Ronaldo (43'). Na Santiago Bernabeu niemiecka drużyna przyjechała więc jako faworyt, jednak musieli się pilnować, by nie uwierzyć w awans przed meczem. Królewscy w przeciwieństwie do zawodników ze swojego największego przeciwnika w Primera Division powalczyli i zwyciężyli 2:0 po strzałach Benzemy (83') i Ramosa (88'). Jeszcze jeden gol, do którego wcale nie było tak daleko i Borussia pożegnałaby się z marzeniami o finale, ale na szczęście mieli w bramce Weidenfellera, który zagrał fantastyczny mecz.
Więc przyszedł czas na niemiecki finał i 25 maja na Wembley spotkają się dwie najlepsze drużyny Bundesligi. Dla nas to też niesamowita sprawa, bo pierwszy raz w historii trzech Polaków zagra o puchar najbardziej prestiżowych rozgrywek. Czy trójka z Dortmundu zapisze się na kartach sportowych obok Zbigniewa Bońka, Jerzego Młynarczyka i Jerzego Dudka? A może Philipp Lahm mały, a jednak wielki kapitan drużyny z Monachium wzniesie zwycięski puchar? Zobaczymy już niedługo! Jednego jestem pewna, szykują się wielkie emocje i wspaniały mecz. A ich przedsmak będziemy mieli już 4 maja, gdyż finaliści LM spotkają się w Bundeslidze.
gorąco kobicuję borussi, mam nadzieję, że im się uda! :D
OdpowiedzUsuń