wtorek, 11 czerwca 2013

zmierzając ku końcowi...

Kochani, kochani,
mam dziś taki natłok myśli i tyle sportowych tematów chciałabym z Wami jeszcze poruszyć. Nie wiem od czego zacząć, ale myśli w moim mózgu nie nadążają, jedna jeszcze się nie skończyła, a druga już się zaczyna... Ale specjalnie dla Was postaram się zebrać wszystko do... no wiecie czego.

Zacznijmy od początku... Roland Garros. Nadal nadal wygrywa. Nie mogłam oprzeć się tej grze słów. I mimo mej raczej słabej sympatii do jego osoby to... tak naprawdę, to ja go po prostu nie lubię! Ale mimo to nie można mu odebrać tego co zrobił, bo w końcu nie każdy wygrywa osiem razy jeden turniej Wielkiego Szlema, tak ściślej rzecz ujmując, to nikt poza nim! Więc czy lubimy Rafę i jego: spodenki, koszuleczka, nosek i włosek, czy też nie lubimy, to doceniamy. A prócz tego, to strasznie mi smutno, że Novakowi znów się nie udało w Paryżu. Nie zmienia to faktu, że nadal to Novak jest najlepszy i że za rok jest kolejny Roland, w którym może pokazać Nadalowi. A tak w woli ścisłości, to w moim odczuciu Nole jest aktualnie jedynym zawodnikiem, który jest w stanie pokonać Rafę. Zobaczymy co przyniesie Wimbledon. Już zacieram rączki.

Ale nie uciekajmy jeszcze z Paryża, bo warto wspomnieć o Polakach. Bo w końcu pierwszy raz w historii zdarzyło się, byśmy mieli pięciu reprezentantów w drugiej rundzie singla (obie Radwańskie, Janowicz, Przysiężny i Kubot). Niestety trójka z nich pożegnała się z turniejem już w drugiej rundzie, nie zmienia to jednak faktu sukcesu. Poza tym Agnieszka odpadła w ćwierćfinale z Errani, a Jerzy uległ Wawrince w trzeciej rundzie. W deblu mężczyzn zarówno para Bednarek/Janowicz, jak i Fyrstenberg/Matkowski wrócili do domu po ćwierćfinałach. Tych drugich niestety wyeliminowała kontuzja pleców Mariusza, która może wykluczyć go z gry na Wimbledonie.

To teraz zręcznie i z gracją przełączmy się na siatkóweczkę. Liga Światowa ruszyła z kopyta, niestety nasi chłopcy, trochę zaspali i ulegli Brazylii w dwóch pierwszych meczach. Jednak dało się zauważyć dużą różnicę między piątkowym, a niedzielnym pojedynkiem. W drugim już była walka, doprowadziliśmy do remisu, mimo porażki w pierwszych dwóch setach. Niestety w tie-breaku Canarinhos odskoczyli na parę punktów i nie byliśmy w stanie ich dogonić. Duże braki zauważam na ataku, bo psujący wiele Bartman i nie mogący wejść w piątym secie Konarski, bo za długo stał w kwadracie... no proszę, dlatego ja pytam, głośno i dosadnie: Gdzie jest Wlazły? Może koniec dziwnych różnych tekstów, typu: mamy inne zdanie na temat kadry. Mariusz chce grać, a my go potrzebujemy, więc może chowamy dumę do kieszeni i powołujemy jednego z najlepszych zawodników, jakiego kiedykolwiek mieliśmy!? A jak nie, to znajdźmy kogoś, kto zapełni lukę po nim, bo Zibi raczej się wypalił... na siłowni.

I tak jeszcze na zakończenie powiem Wam w sekrecie: NIE LUBIĘ TVP! Szaranowicz, Szpakowski, Kurzajewski... och, proszę... oni nawet nie stali obok komentatora sportowego. I ta hipokryzja: puszczamy finały kobiet w sprincie w biegach narciarskich, na mężczyznach dajemy reklamę, bo nie ma Justynki. Mamy do wyboru szlagier, szlagierów czyli: MU-Real, ale nie... transmitujemy BVB-Szachtar, bo jest nasze trio. Ja nic nie mam do Borussi i do chłopaków, ale błagam... Ja osobiście wolałam wtedy zobaczyć starcie Królewskich z Czerwonymi Diabłami. Takich przykładów mogłabym mnożyć, a Wy razem ze mną. No ale zostawmy już to... Jeśli ktoś zna się na wszystkim, to dla mnie nie zna się na niczym, czyli... Wiadomo o co i kogo chodzi. Także oglądajmy ludzi znających się na sporcie, a nie wkurzajewskich...

niedziela, 9 czerwca 2013

Nic się nie stało...

Jedna z najpopularniejszych przyśpiewek wśród polskich kibiców futbolu... Niestety. Tym razem już chyba niewielu zostało takich, co jeszcze mają ochotę zaśpiewać ją naszym piłkarzom. Remis z Mołdawią bardzo osłabił nasze szanse na grę w MŚ 2014. Oczywiście jest jeszcze możliwość awansu, jednak nasza reprezentacja musi wygrać cztery ostatnie mecze, a czekają nas m.in. pojedynki z Ukrainą i Anglią. 

Ja nie zaśpiewam "Nic się nie stało", bo wiele się stało. Remisu z tak słabą drużyną nie da się podpiąć pod nic. Ale to, że nie zaśpiewam, nie oznacza, że ich opuszczam... Bo jakby nie było, trzeba przyznać otwarcie, że się źle dzieje, Reprezentacja przeżywa ogromny kryzys gry i wiary w nich ze strony narodu, dlatego trzeba się spiąć, wyciągnąć wnioski i grać! A w to jeszcze wierzę i trzymam kciuki za chłopaków, by i oni uwierzyli w siebie, w trenera, nie odpuszczali do końca i podbudowali morale nas wszystkich!

czwartek, 6 czerwca 2013

Aż łezka w oku się kręci

We wtorek na stadionie Cracovii Reprezentacja Polski zagrała towarzyski mecz z Lichtensteinem. Był to ostatni sprawdzian przed piątkowym spotkaniem z Mołdawią, w którym będziemy walczyć o jeszcze jakiekolwiek szanse, by awansować do Mistrzostw Świata w Brazylii. Nasza drużyna zwyciężyła 2:0 po golach Sobiecha i Rybusa, jednak nie jestem pewna, czy powinno nas to napawać jakimiś wielkimi nadziejami. Z taką drużyną powinno nam się grać łatwo, miło i przyjemnie, a jakby nie było trochę się zawodnicy męczyli, a na bramki musieliśmy czekać ponad 50 minut. Choć w pierwszej połowie, było całkiem dużo fajnych okazji, jednak Grosicki i Mierzejewski, tak się wczuli w grę w duecie, że zapomnieli, iż w polu karnym cały czas na ich podania czeka Sobiech. Od dobrej strony pokazali się za to dwaj młodzi zawodnicy Bartosz Bereszyński i Piotr Zieliński, po których akcji padła pierwsza bramka. Prawdopodobnie tym występem zapewnili sobie możliwość gry w piątek.

Istotnym wydarzeniem tego meczu, było również pożegnanie Jerzego Dudka z kadrą. PZPN i selekcjoner dali możliwość zagrania jednemu z najlepszych polskich bramkarzy po raz 60. z orzełkiem na piersi. Tym samym zwycięzca LM z 2004 roku dołączył do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Kibice głośno skandowali jego nazwisko podczas meczu, a gdy w trzydziestej minucie zmieniał go Artur Boruc, to wszyscy polscy zawodnicy, będący na boisku, ustawili się w szpalerze. 

To bardzo ładny gest ze strony włodarzy i ukłon w stronę Jerzego, który jest jednym z najbardziej utytułowanych i rozpoznawanych zawodników polskiej piłki. W końcu nie wszystkim naszym rodakom udaje się grać w takich klubach jak Liverpool czy Real Madryt. To był wzruszający moment nie tylko dla samego zainteresowanego, ale też i wszystkich kibiców. Ja na przykład bardzo musiałam się powstrzymywać, by się nie popłakać. 

niedziela, 2 czerwca 2013

Brązowe Vive, złoty "Lijek"

Niestety Kielczanom nie udało się pokonać wczoraj Barcelony, mimo całkiem dobrej, a nawet bardzo dobrej gry. O porażce 23:28 zadecydowały nieliczne błędy w podaniach, niewykorzystane karne i chyba trema, którą dało się zauważyć u naszych zawodników. 

W związku z tym dziś przyszło im zagrać w finale pocieszenia z faworyzowanym THW Kiel, które uległo w drugim półfinale drużynie z Hamburga. Mimo siedmiu bramkom przewagi po pierwszej połowie, drużyna Bogdana Wenty sprawiła kibicom sporą dawkę adrenaliny, broniąc wyniku do ostatnich sekund i ostatecznie zwyciężając 31:30. 

To największy sukces polskiej, klubowej piłki ręcznej, ale spoglądając na skład Vive i poczynania tej drużyny, wierzę, że to nie był jednorazowy wyskok, tylko będziemy ich teraz często oglądać wśród najlepszych drużyn Europy. A może razem z nimi też inne polskie kluby. 

W finale kolejny polski akcent i zwycięstwo HSV Hamburg 30:29 nad Barceloną w dogrywce. Tym samym Marcin Lijewski zdobył najcenniejsze trofeum w klubowej piłce ręcznej!

czwartek, 30 maja 2013

Liga Mistrzów - znów

Kochani! Dziś znów o Lidze Mistrzów, tym razem jednak nie tej z Piszczkiem, Lewandowskim i Błaszczykowskim, ale tej z całą polską drużyną w najlepszej czwórce, czyli Final Four w piłce ręcznej. 

Już w sobotę o 15:15 Mistrz Polski - Vive Targi Kielce zmierzy się w półfinale z najbardziej utytułowaną drużyną w LM - FC Barceloną. Drużynę Bogdana Wenty czeka ciężki mecz, w którym na pewno nie uchodzi za faworyta, ale trener naszych szczypiornistów wierzy, że zawodnicy zostawią na boisku wiele zdrowia i sił, będą walczyć do ostatniej minuty i nie przyniosą wstydu całej Polsce. Bo przecież mają wsparcie nas wszystkich!

Vive to pierwsza polska drużyna, która doszła tak daleko w tych najbardziej prestiżowych rozgrywkach. Wierzę w nich i mocno ściskam kciuki za kolejny pierwszy raz! Mam nadzieję, że poniesie ich niedawne gładkie zwycięstwo w trzech finałowych meczach nad Wisłą Płock. 

W drugim półfinale zagrają: faworyt do tytułu - THW Kiel i HSV Hamburg, w którego składzie występuje jeden z najlepszych polskich szczypiornistów - Marcin Lijewski. Może dojdzie do ogromnej niespodzianki i faworyci zagrają o trzecie miejsce, a w finale "Lijek" spotka się z swoim młodszym bratem Krzyśkiem i innymi kolegami z reprezentacji Polski? Oby! Takiego finału sobie życzymy, a wszystkiego dowiemy się w weekend!

Życzę Wam więc miłej zabawy i mocno dopingujcie Vive Targi Kielce!!! :) 

niedziela, 26 maja 2013

Chociaż Lahm się ucieszył

Wnioskuję z komentarzy pod moim poprzednim postem, że nie tylko ja byłam wczoraj wieczorem nieszczęśliwa, wręcz bliska płaczu, gdy widziałam łzy w oczach Łukasza Piszczka, Kuby Błaszczykowskiego, Roberta Lewandowskiego i całej drużyny Borussi. Niestety nie doczekaliśmy się zwycięstwa naszych muszkieterów, nawet dogrywki i karnych nie było, a tylko 90 minut i skromne trzy bramki, ale mimo wszystko to był dobry mecz.

Może nie był to jeden z tych, który kibice za dziesięć lat będą wspominali z dreszczykiem emocji i przyśpieszonym biciem serca, ale my - Polacy na pewno zapamiętamy go z powodu trzech Polaków w finale LM. A co wspominać będzie piłkarski świat? Dobrą, ofensywną grę obu drużyn, naprawdę fajne widowisko i piękną, zwycięską bramkę Arjena Robbena. Więc mimo wszystko myślę, że jednak te dziewięćdziesiąt minut sprawiło Wam wczoraj przyjemność, taką jak mnie, bo każdy dobry mecz, to przecież nie lada gratka dla nas! A mi humor troszeczkę poprawia fakt, że przynajmniej Philip Lahm, czyli jedyny zawodnik Bayernu, którego lubię, wzniósł puchar w geście zwycięstwa, a Polacy jeszcze zaistnieją i swoje pokażą!

A tak na marginesie - dziś zaczął się Roland Garros, także "enjoy"...

czwartek, 23 maja 2013

It's gonna be LEGEN... wait for it... DARY... LEGENDARY

Na co czekacie z zapartym tchem, zagryzacie paznokcie i odliczacie godziny? Na wakacje, a może sesje i egzaminy? Pewnie każdy z Was wymienia teraz w swej główce kilka, a nawet kilkanaście rzeczy i ja też. A jedna z nich zbliża się wielkimi krokami i już myślę, gdzie, z kim i jak to zrobię. A chodzi oczywiście o jedno z najważniejszych, sportowych wydarzeń tego roku, czyli... finał Ligi Mistrzów.

Kto z Was czeka na niego tak bardzo, jak ja? Pewnie wielu! I wszyscy zastanawiamy się, czy będzie można go skwitować tytułem tego posta, czy polska trójka z BVB zaistnieje i przejdzie do historii, czy dane im będzie dźwigać słodki ciężar pucharu, czy jednak Philip Lahm wzniesie go w górę? Czy Borussi uda się pokonać faworyzowany Bayern, czego ja bym chciała! Tyle pytań, a na odpowiedzi trzeba czekać jeszcze dwa dni! 

Dlatego kochani, życzę Wam cierpliwości jeszcze te 48 godzin (właściwie już tylko 47!), a przede wszystkim tego, żeby została ona Wam wynagrodzona cudownym, sportowym widowiskiem, takim, które zapamiętamy na lata!! 

A może mała sonda i w komentarzach napiszecie mi komu kibicujecie?? 

środa, 22 maja 2013

O sportowych ekspertach internetowych


Jak już wiecie jedną z mych największych przyjemności jest popołudnie spędzone ze skokami narciarskimi, dziewięćdziesięcioma minutami futbolu, sześciu godzinami meczu tenisowego na Wielkim Szlemie, czy też dobre pięć setów siatkówki. Oddanie się takim zajęciom to dla mnie nie lada przyjemność, a radość po zwycięstwie moich ulubieńców jest tak ogromna, jak gdybym to bynajmniej ja brała udział w tych zawodach. Jednak cały czar znika, gdy to wydarzenie staje się tematem w sieci, a wszyscy anonimowi internauci mają wiele do powiedzenia na ten temat; często zbyt wiele.

Niestety, ci “znający się na wszystkim” komentatorzy nie mają żadnych granic w swych ocenach. Zagryzając paznokcie, z wyczekiwaniem szukają najnowszych wpisów na portalach sportowych i wreszcie mogą sobie poużywać. Dziesięć minut po zakończeniu rozgrywek strony internetowe walczą o to, która pierwsza zamieści informację na jej temat, a już chwilę później pod wpisem roi się od komentarzy internetowych speców.

Weźmy na przykład konkurs w skokach narciarskich. Wygra Schlierenzauer, zaraz pojawiają się komentarze o pomocy sędziów, gdy pierwsze miejsce zajmie Jacobsen, wtedy czytamy o sterydach i używkach, a najdziwniejsze jest to, że nawet gdy wygra Stoch “eksperci” znajdą  powody, by się doczepić, że to nie Małysz, że daleko mu do ideału, że nigdy nie osiągnie tego, co jego kochany przez wszystkich Polaków poprzednik.

Reprezentacja Polski mężczyzn w siatkówce, tak uwielbiana przez kibiców tej dyscypliny też nie jest wolna od opinii sieciowych znawców. Przypominam sobie niezbyt udane dla nas Igrzyska Olimpijskie 2012 i poprzedzające je zwycięstwo w Lidze Światowej. Po triumfie w tej prestiżowej imprezie wszyscy kochali naszych siatkarzy, a trener Andrea Anastasi to najlepsza możliwa osoba na tym stanowisku. Jednak ich opinie zmieniły się dokładnie z dniem porażki w ćwierćfinale z Rosją w Londynie. Wtedy krytyce nie było końca, wszyscy byli zgodni, że udział w Lidze Światowej zmęczył zawodników, co doprowadziło do tej klęski. I już trenera zlinczowano, a na zawodnikach nie pozostawiono suchej nitki. Szkoda tylko, że była to opinia tych samych internatów, którzy kilka tygodni wcześniej wychwalali te drużynę pod niebiosa.

Sześciogodzinny mecz tenisowy to pięć setów niesamowitych emocji, będących nie lada gratką dla fanów tego sportu, którzy z zapartym tchem obserwują każdą piłkę tego pojedynku. Zawodnicy po takim maratonie nie są w stanie ustać na nogach w oczekiwaniu na odbiór pucharu. Zmęczenie, a także radość i euforia są niemal namacalne, ale… No właśnie. I wtedy do głosu dochodzą moi ulubieńcy. Bo przecież to było ustawione, oni się porozumieli przed meczem, zwycięzca miał dużo szczęścia, jego przeciwnik nie był w formie, a do tego obaj byli na dopingu. I tak cały czas. Nieważne, że na ich oczach właśnie miało miejsce historyczne wydarzenie, przecież trzeba skrytykować i zaistnieć w Internecie, bo tylko tam mają na to szansę.

Tego typu przykładów mogłabym tu mnożyć bez końca, ale nie o to mi chodzi. Jako kibic z wieloletnim stażem, interesuję się większością dyscyplin sportowych, mam w nich swoich ulubieńców, ale też i takich zawodników, których nie darzę sympatią,. Jednak nie zwykłam wyrażać swej antypatii poprzez pełne nienawiści i zazdrości komentarze z wyssanymi z palca bzdurami. Wręcz przeciwnie, ponieważ uważam, że nawet Ci, których nie zamieściliśmy na naszej liście faworytów, zasługują na obiektywną ocenę ich umiejętności i okazanie im szacunku chociażby za pasję i trud, które wkładają w to, co robią.

Przyznam się szczerze, że rzadko czytam te wszystkie komentarze, staram się w ogóle nie zwracać na nie uwagi. A robię to dlatego, że nie jestem w stanie tego znieść, nie mam sił do czytania takich pseudointelektualnych wypowiedzi osób, które moim zdaniem w ten sposób leczą swoje kompleksy. Czytając tego typu opinie, wyobrażam sobie osoby, które nie darzą siebie sympatią, a nawet akceptacją, nie potrafią znaleźć sobie zajęcia, może nie radzą sobie ze swymi słabościami, dlatego próbują odreagować swą frustrację na ludziach, którzy coś osiągnęli, którym zazdroszczą sukcesów. Nie uważam jednak, by próby udowodnienia sobie i innym, że znam się na wszystkim, były dobrym sposobem na poprawę swej samooceny, gdyż nie przynosi to raczej efektów, poza niezbyt pozytywnymi emocjami, które udzielają się kibicom i komentowanym zawodnikom.

Dlatego “kochani” anonimowi internauci, znajdziecie sobie jakąś pasję, hobby lub przynajmniej poczytajcie dobrą książkę (może o relacjach międzyludzkich lub sposobach na polubienie siebie), zamiast pastwić się nad sportowcami, których jedyną winą jest fakt, że osiągnęli w życiu sukces, dzięki swej ciężkiej pracy!

wtorek, 21 maja 2013

A jednak Nadal

Z powodu pięknej pogody i grillowego nastroju dopiero dziś mogę Was poinformować o wynikach turnieju w Rzymie. Francuz dla Jerzego Janowicza okazała się szczęśliwy i Łodzianin pokonał Richarda Gasqueta, awansując do ćwierćfinału, jednak tam czekał na niego Szwajcarski mistrz - Roger Federer, który okazał się dla młodego Polaka jeszcze zbyt dobry. Ale ważne, że Jerzyk nie poległ z kretesem, wręcz rozegrał naprawdę dobre spotkanie ze swoim idolem, niestety bardzo przeszkadzała mu trema. Jeśli zaś chodzi o Novaka, to on też poległ w ćwierćfinale za sprawą Tomasa Berdycha. Zwycięzcom rzymskiego turniej został Rafa Nadal, który w finale gładko pokonał Rogera 6:1, 6:3. 

26 maja rusza Roland Garros, czyli kolejne wielkie emocje na korach ziemnych. Mam nadzieje, że uda się Djokovićowi zdobyć w końcu tego jednego brakującego szlema, a Jerzyk, który awansował w rankingu ATP na 23 miejsce, odnotuje kolejny dobry, a może nawet rewelacyjny występ. Kto wie?

środa, 15 maja 2013

On może być pierwszy

Tak o naszym Jerzym Janowiczu wyrażał się Toni Nadal, czyli trener sławnego "Rafy", podczas konferencji w Katowicach. I choć do lidera rankingu brakuje mu jeszcze sporo, to dziś poczynił kolejny duży krok w tym kierunku. Największy od zwycięstwa nad Andym Murrayem w Paryżu w poprzednim sezonie. 

"Jerzyk" pokonał ósmą rakietę świata Jo-Wilfrieda Tsonge w II rundzie, trwającego turnieju w Rzymie na korach ziemnych. Polak zwyciężył 6:4, 7:6(7:5). Z radości po ostatniej piłce meczu podarł swą koszulkę. To pierwsze zwycięstwo w tym roku nad wyżej rozstawionym od siebie zawodnikiem.

Było to zwycięstwo w pełni zasłużone. Gra młodego Łodzianina wyglądała wreszcie tak, jak powinna. Udało mu się pokazać dziś to, czym zachwycał cały tenisowy świat, dochodząc do finału w Paryżu, gdzie uległ Davidowi Ferrerowi. Fantastyczny serwis i mało błędów, mocna i konsekwentna gra oraz pewność siebie - tyle potrzeba było 24. zawodnikowi rankingu ATP, by awansować do kolejnej rundy, gdzie zmierzy się z... Francuzem Richardem Gasquetem, zajmującym 9 miejsce na świecie. 

Czyżby francuscy zawodnicy mieli okazać się szczęśliwi dla Jerzego? Miejmy taką nadzieję. Gorąco go dopinguję i trzymam kciuki za finał Janowicz : Djoković, który jest jak najbardziej realny, ale do niego jeszcze długa droga dla obu. "Jerzyka" czeka na niej prawdopodobnie mecz z Federerem, jeżeli oczywiście uda mu się przebrnąć III rundę, w co mocno wierzę!

Muszę też dodać, że z turniejem kobiet w drugiej rundzie pożegnała się Agnieszka Radwańska, przegrywając z Rumunką Simoną Halep 7:6(7:2), 1:6, 2:6. Był to jej pierwszy mecz w Rzymie, gdyż we wcześniejszej rundzie miała wolny los. Za to lepiej spisała się młodsza z sióstr - Urszula, która w pierwszej rundzie pokonała Ane Ivanović, byłą liderkę rankingu. Teraz czeka ją mecz z Japonką Ayumi Moritą. 

niedziela, 12 maja 2013

sport flesz

  • Sir Alex Ferguson po 27 latach na stanowisku managera Manchesteru United ogłosił, że odchodzi na emeryturę. Najbardziej utytułowany i jeden z najlepszych trenerów na świecie doprowadził swój klub w tym sezonie do Mistrzostwa Anglii po raz trzynasty. Posadę po Szkocie obejmie jego rodak i dobry przyjaciel, obecny szkoleniowiec Evertonu - David Moyes. Przyznam szczerze, że jestem zdumiona i bardzo będzie mi brakowało charakterystycznego żucia gumy i momentami starodawnego zachowania bossa z MU!
  • W Madrycie kończy się dziś turniej ATP Masters 1000 na mączce. W finale zagrają Rafael Nadal i Stanislas Wawrinka. Niestety zarówno Novak Djoković, jak i Jerzy Janowicz odpadli już w drugiej rundzie. Polaka pokonał Tomas Berdych - światowa szóstka. 
  • Michał Winiarski odchodzi z PGE Skry Bełchatów do rosyjskiego Fakieł Novyj Urengoj. Winiar liczył, że w zaaklimatyzowaniu się pomoże mu Łukasz Żygadło, jednak ten według nieoficjalnych doniesień zostanie pierwszym rozgrywającym Zenitu Kazań.
  • Piątą drużynę Plusligi opuszczają też: Dante Boninfante, Wytze Kooistra, prawdopodobnie Aleksandar Atanasijević i Michał Bąkiewicz. Nowym trenerem został dawny zawodnik Hiszpan Miquel Angel Falasca. A skład drużyny zasilą Staphane Antiga, Andrzej Wrona, Wojciech Włodarczyk, Nicolas Uriate i Facundo Conte. 
  • Zbigniew Bartman opuszcza drużynę Mistrza Polski, a wraz z nim dwóch innych zawodników: Maciej Dobrowolski i Nikola Kovacević. Resovia zakupiła za to Fabiana Drzyzgę, Dawida Konarskiego i Nikołaja Penczewa.
  • Drużyna z Kędzierzyna - Koźle rozstała się z trenerem Danielem Castellanim, a także z najlepszym wg rankingu "Przeglądu Sportowego" zawodnikiem sezonu 2012/13 - Felipe Fontelesem. 
  • Jastrzębski Węgiel opuściło dwóch zagranicznych zawodników: Amerykanin Russel Holmes i Włoch Mateo Martino. A od nowego sezonu do drużyny dołączy Słoweniec Alen Pajenk.
  • Bartosz Kurek zmienia rosyjską Superligę na włoską Serie A. Zagra w byłym klubie Sebastiana Świderskiego - Lube Banca Macerata. 
A na koniec sportowa anegdotka: (autentyczna :D)
Moja koleżanka rozmawia ze swoim chłopakiem o moim zainteresowaniu sportem. I on ją pyta:
- To powiedz mi komu Białas kibicuje w tenisie?
- No temu Djokovicowi.
- Aha.
- No i jeszcze temu Novakovi...

HEHE:D Uwielbiam to <3 A iście "złotoustą" autorkę pozdrawiam :*

czwartek, 2 maja 2013

Niemiecka dominacja

Koniec ery, drużyny, świata, potęgi, precyzji... takie tytuły i górnolotne określenie uderzają nas z każdej strony i wszyscy wiemy dlaczego! Chodzi tu przecież o porażkę i to porażkę z kretesem wielkiej Barcelony. Ale od początku...

Tydzień temu we wtorek odbył się pierwszy półfinał LM, czyli Bayern Monachium i FC Barcelona. Mecz ten można podsumować krótko: "Katalończycy dostali manto!" Niemiecka drużyna zwyciężyła 4:0 po dwóch golach Muellera (25' i 88') oraz po jednym Gomeza (49') i Robbena (73'). Dawno nie widziałam, właściwie to nie wiem czy kiedykolwiek widziałam piłkarzy Barcy w takim stanie i takim meczu... No ale, wielkie drużyny broni nie składają i zdarzali się jeszcze tacy, którzy w cud wierzyli. A nawet jeśli nie w cud, to chociaż w walkę ze strony Hiszpanów, chociaż o honor! Przecież oni na Camp Nou nie przegrywają. Gazety rozpisywały się, a zawodnicy i sztab wmawiali wszystkim, że cudowny Messi jest w stanie ich uratować. A tu niespodzianka! Argentyńczyk cały mecz spędził na ławce rezerwowych, a Monachijczycy roznieśli Barcelonę 3:0! Strzelali Robben (48'), Pigue (72') - samobójcza bramka ostoi defensywy Barcy i Mueller (78'). Dwumecz można podsumować jako pogrom i jedyne co nam pozostaje, to chwalić Bayern za cudowną grę.

Drugi półfinał to kolejne już w tej edycji LM starcia Burussi Dortmund z Realem Madryt. Pierwszy mecz odbył się w zeszłą środę i... Wszyscy wiemy i co! Robert Lewandowski pokazał się z rewelacyjnej strony, zagrał prawdopodobnie najlepszy mecz w swojej dotychczasowej karierze, pokonując Lopeza aż czterokrotnie (8', 50', 55' i 66' - z karnego). Przez następne kilka dni był on numerem jeden we wszystkich gazetach, portalach i wiadomościach sportowych i nie tylko. Real w Niemczech na popis Polaka odpowiedział tylko jednym trafieniem Ronaldo (43'). Na Santiago Bernabeu niemiecka drużyna przyjechała więc jako faworyt, jednak musieli się pilnować, by nie uwierzyć w awans przed meczem. Królewscy w przeciwieństwie do zawodników ze swojego największego przeciwnika w Primera Division powalczyli i zwyciężyli 2:0 po strzałach Benzemy (83') i Ramosa (88'). Jeszcze jeden gol, do którego wcale nie było tak daleko i Borussia pożegnałaby się z marzeniami o finale, ale na szczęście mieli w bramce Weidenfellera, który zagrał fantastyczny mecz.

Więc przyszedł czas na niemiecki finał i 25 maja na Wembley spotkają się dwie najlepsze drużyny Bundesligi. Dla nas to też niesamowita sprawa, bo pierwszy raz w historii trzech Polaków zagra o puchar najbardziej prestiżowych rozgrywek. Czy trójka z Dortmundu zapisze się na kartach sportowych obok Zbigniewa Bońka, Jerzego Młynarczyka i Jerzego Dudka? A może Philipp Lahm mały, a jednak wielki kapitan drużyny z Monachium wzniesie zwycięski puchar? Zobaczymy już niedługo! Jednego jestem pewna, szykują się wielkie emocje i wspaniały mecz. A ich przedsmak będziemy mieli już 4 maja, gdyż finaliści LM spotkają się w Bundeslidze.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Novak i wszystko jasne

Znów o tenisie - tak jak obiecałam. Turniej w Monte Carlo zakończył się w niedziele i to jak pięknie! Do finału awansowali Novak Djoković i Rafael Nadal. Obaj pokonali swych półfinałowych przeciwników w dwóch setach.

Pierwszą odsłonę finału mogę podsumować jednym zdaniem, cytując komentatora Polsatu Sport: "Nie ma Nadal atutów żadnych przy takiej grze Djokovića." I właśnie tak to wyglądało. Numer jeden prowadził już 5:0 i dopiero wtedy udało się Nadalowi wygrać dwa gemy. Novak troszkę za bardzo się rozluźnił przy tym wyniku, jednak szybko skorygował swoje błędy i zdobył szóstego gema. Drugi set był już o wiele bardziej wyrównany i zakończył się dopiero w tie-breaku, wygranym przez Nole 7:1.

Czyż to nie wspaniała informacja, że Djoko przerwał hegemonię Nadala na kortach w Monako? Wiem, wiem - to zależy od tego, komu kibicujecie. Ale jak wiecie, ja uwielbiam Novaka i życzę mu jak najlepiej, dlatego też niezmiernie się cieszę. A już za niedługo kolejne emocje w tenisie, ponieważ wielkimi krokami zbliżamy się do Paryża. Czy Novaka poniesie zwycięstwo na mączce w Monte Carlo i uda mu się po raz pierwszy zwyciężyć na Roland Garros, a może Nadal nie odda swego terytorium? Jest jeszcze Murray i Federer. A może czeka nas jakaś niespodzianka i jeszcze ktoś innych wywalczy tytuł? Zobaczymy!

piątek, 19 kwietnia 2013

Backhand, forehand, drop shot... - lubię to

Jak już Wam wczoraj napomknęłam, uwielbiam tenisa. A szczególnie, gdy gra Novak Djoković. W związku z tym nie mogłam się powstrzymać przed poinformowaniem Was o jego dzisiejszym meczu z Jarkko Nieminem. I wynikach pozostałych półfinałów, których niestety nie dane mi było oglądać.

Mimo, że to Fin jako pierwszy przełamał i prowadził 2:0, to jednak Novak pokazał klasę i od razu odebrał straconego gema, doprowadzając do wyrównania. Potem nadszedł chwilowy spadek formy obu zawodników i przy stanie po 4 Djoko wykorzystał break pointa, a następnie swoje podanie i zwyciężył w pierwszym secie 6:4. Druga partia była już raczej pod dyktando Serba, jednak zadziwił mnie troszkę, gdy przy stanie 5:2 nie potrafił zakończyć meczu swym serwisem i dopiero przełamując rywala, zwyciężył 6:3. Bardzo ciesze mnie wygrana pierwszej i najlepszej rakiety świata, jednak muszę stwierdzić, że widać jeszcze ślady niedawnego urazu i brakuje mu trochę do osiągnięcia formy, w której bardziej niż człowieka przypomina robota - w pozytywnym sensie oczywiście;) Ale wierzę, że wraz z Marianem Vajdą uda sim się ją znaleźć do paryskiego turnieju.

Wart odnotowania jest też fakt, że Rafael Nadal rozegrał dziś trzysetowy pojedynek z Grigorem Dimitrovem - 6:2, 2:6 i 6:4. W półfinale czeka na niego Jo-Wielfried Tsonga, który pokonał Stanislasa Wawrinkę, mimo porażki w pierwszym secie (2:6, 6:3, 6:4).

Novak w kolejnej rundzie spotka się z Fabio Fogninim, który wyeliminował Richarda Gasqueta. Czyżby zapowiadała się powtórka finału sprzed roku? Nie obrażę się! A jeszcze bardziej ucieszę się, jeśli Novakowi udałoby się zatrzymać niesamowitą serię Nadala na kortach w Monte Carlo. Także czekajcie na kolejne informacje dotyczące zmagań w Monako, bo na pewno Was takowymi uraczę. A jeśli ktoś ma ochotę sam się przyjrzeć tenisistom to zapraszam do włączenia Polsatu Sport Extra. 

czwartek, 18 kwietnia 2013

Tego jeszcze nie było

Dziś poznacie moją kolejną sportową miłość, a mianowicie tenis. Jeszcze jakoś nie miałam okazji, żeby Wam o nim coś napisać. Ale myślę, że dziś czas to zmienić. Okazję ku temu daje mi trwający w Monte Carlo turniej ATP na kortach ziemnych, który jest jednym z istotnych, podczas przygotowań do wielkoszlemowego Roland Garros.

Dziś odbywały się mecze 1/8 finału. Niestety bez polskich zawodników, gdyż Jerzy Janowicz odpadł już w pierwszej rundzie przegrywając 6:7 i 5:7 z Kevinem Andersonem. Zaś Fyrstenberg/Matkowski pożegnali się z turniejem w drugiej rundzie debla, przegrywając z parą Raonić/Tomic 2:6, 4:6.

Największym zaskoczeniem dzisiejszego dnia była porażka Andy'ego Murray'a (aktualna druga rakieta świata) ze Stanislasem Wawrinką (13) w dwóch krótkich setach: 6:2 i 6:1. Również zaskakuje odpadnięcie Thomasa Berdycha z Fabio Fognini. Drugi mecz Novaka Djokovića na kortach w Monte Carlo też był dość zadziwiał, gdyż światowy numer jeden pokonał Juana Monaco dopiero w trzech setach, bardzo męcząc się w pierwszym. W drugiej rundzie z Mikhailem Youzhnym również grał pełnowymiarowe spotkanie. Jednak Serb przystąpił do tego turnieju z nie do końca wyleczoną kontuzją stawu skokowego, której nabawił się przed tygodniem w Pucharze Davisa. W związku z tym nie miał możliwości przygotować swego organizmu i formy w taki sposób, do jakiego nas przyzwyczaił.

Jak na razie główne karty rozdaje Rafa Nadal, który powrócił niedawno na korty po siedmiomiesięcznej abstynencji (ABSENCJI oczywiście) i miał zaiste "wejście smoka", a dziś zwyciężył w Monte Carlo 44 raz z rzędu. Na tym turnieju jest niepokonany od 2005 roku, zwyciężał osiem kolejnych edycji i jak mówi: "Czuję się tu, jak w domu." Jest on aktualnie głównym faworytem turnieju.

Wszystkie wyniki 1/8 finału:
S. Wawrinka : A. Murray   6:1, 6:2
F. Fognini : T. Berdych    6:4, 6:2
J. Tsonga : J. Melzer       6:3, 6:0
R. Nadal : P. Kohlschreiber   6:2, 6:4
G. Dimitrov : F. Mayer    6:2, 6:4
N. Djoković : J. Monaco     4:6, 6:2, 6:2
J. Nieminen : J. Del Potro    6:4, 4:6, 7:6
R. Gasquet : M. Cilić     7:5, 6:4

wtorek, 16 kwietnia 2013

Będzie niemiecko - hiszpańsko

Muszę przyznać, że rewanżowe ćwierćfinały już porwały. A zwycięsko z nich wyszły  dwie drużyny niemieckie i dwie hiszpańskie. Ale wracając do meczów, które odbyły się w zeszły wtorek i środę...

Zacznę od Borussi Dortmund, która w bardzo ciekawym i emocjonującym pojedynku dwukrotnie przegrywała z Malagą, jednak zawodnikom udało się ostatecznie odrobić straty w doliczonym czasie gry i w półfinale zmierzą się z Barceloną. Zaś Katalończycy po raz drugi zremisowali z PSG. Jednak ich gra pozostawała wiele do życzenia, a o awansie zadecydowała jedna składna i bardzo ładna akcja MVP, czyli Messiego, Villi i Pedro.

Następna para półfinałowa to Bayern Monachium, który bez problemów pokonał Juventus po raz drugi 2:0 oraz Real Madryt, który mimo bardzo zaskakującej porażki z Galatasaray 3:2 na ich stadionie, awansował, dzięki dorobkowi z pierwszego meczu.

Czekają nas więc teraz niemiecko - hiszpańskie pojedynki. Ale co będzie na Wembley? Czy też mieszany skład finału, czy może jednak szlagierowe spotkanie rodem z Bundesligi lub Primera Division? Zobaczymy...

wtorek, 9 kwietnia 2013

Orły znów wzleciały

W niedzielę Polscy szczypiorniści rozegrali rewanżowy mecz ze Szwedami w gdańskiej Ergo Arenie. Na początku pierwszej połowy nasi zawodnicy rozdawali karty, a Sławek Szmal był, jak zapora nie do przejścia. Niestety kary dla Polaków i częsta gra Szwedów w przewadze, sprawiła, że do prowadziliśmy tylko dwoma bramkami (12:10).

W drugiej połowie nasza defensywa nadal utrzymywała świetną dyspozycję, a "Kasa" nabijał sobie statystyki w bramce. Mimo drobnych kłopotów w ataku przez pewien moment udało się naszej odmłodzonej kadrze doprowadzić pozytywny wynik do końca meczu (22:18).

Dzięki temu zwycięstwu podopieczni Michaela Bieglera awansowali na pierwsze miejsce w grupie, wyprzedzając reprezentację Trzech Koron. Obie drużyny zdobyły do tej pory tyle samo punktów, jednak nasze Orły mają lepszy bilans bramkowy. Do zakończenia kwalifikacji Euro 2014 zostały dwie kolejki. Przed Polakami mecze z Holandią (12.06) i Ukrainą (16.06).

I znów "czajniki"

Bardzo mnie cieszy, że mój ostatni post na temat curlingu sprawił, że kilkoro z Was wyraziło chęć zapoznania się z tą dyscypliną. Mam nadzieje, że też odkryjecie w niej to, co ja już znalazłam. I jak obiecałam, że jeszcze coś Wam o niej napiszę, to obietnicy dotrzymam.

Niestety Mistrzostwa Świata się już skończyły, więc króciutko podsumuję Wam play-offy. Jeśli chodzi o półfinały, to w pierwszym Szwedzi pokonali Szkotów 6:5, a w drugim Kanadyjczycy Duńczyków 8:6 - niestety. Tym samym drużyna Niklasa Edina awansowała do finału, gdzie czekała na zwycięzce pojedynku Kanada - Szkocja, który zakończył się zwycięstwem gospodarzy 6:3. 

Mecz o 3. miejsce rozgrywały więc między sobą drużyny Rasmusa Stjerne i Davida Murdocha. Po bardzo dobrym i interesującym pojedynku, szczególnie w drugiej połowie zwyciężyli zawodnicy z Wysp Brytyjskich. Zaś moi duńscy ulubieńcy pozostali bez medalu. Troszkę smutno, ale Rasmus jest jeszcze bardzo młody i momentami brakuje mu doświadczenia, a w trudnych momentach nie radzi sobie z presją, jednak nie zmienia to faktu, że zapowiada się na naprawdę rewelacyjnego gracza, który jeszcze ze swoją drużyną wiele osiągnie. Mam taką nadzieje. A w finale Szwedzi pokonali Kanadyjczyków 8:6, zapewniając sobie złote medale Mistrzostw Świata w Victorii. 

W najbliższym czasie nie zapowiada się, bym miała okazję śledzić zmagania curlerów, ale jeśli tylko trafię na jakiś turniej, to na pewno Was o tym poinformuję, bo bynajmniej nie zamierzam poprzestać na tych MŚ:)

piątek, 5 kwietnia 2013

coś nowego, wcale nie nudnego

I znów znalazłam coś nowego, coś co sprawia, że spędzenie dwóch godzin przed telewizorem na patrzeniu na czterech facetów, z czego jeden popycha coś, co wygląda jak czajnik, dwóch szczotkuje mu drogę, a jeden stoi w kółku i krzyczy na tamtych wcale nie jest dla mnie marnotrawstwem czasu, czy nudnym zajęciem. Wszem i wobec oświadczam, że Curling wcale nie jest nudny, głupi i bez sensu. 

A zaczęło się jak zwykle. Eurosport transmituje Mistrzostwa Świata w Kanadzie, ja przypadkiem włączam i stwierdzam, a co tam - zobaczę o co w tym chodzi. Wystarczy jeden mecz, bym co nieco rozumiała i za chwilę znów włączała kolejne rozgrywki. I tak oto dopisałam sobie kolejną dyscyplinę sportową, do listy tych, którym z chęcią poświęcam swój czas. I jeszcze znalazłam sobie swoich ulubieńców wśród curlerów, a mianowicie drużynę Duńczyków na czele z ich kapitanem - Rasmusem Stjerne. 

Aktualnie zakończyła się Round Robin, czyli pierwszy etap, w którym wszystkie dwanaście reprezentacji, rozgrywa mecz w systemie każdy z każdym. Mecz, czyli dziesięć partii, w której każda z drużyn, rozgrywa swoimi ośmioma kamieniami. W przypadku remisu, dochodzi do jedenastej, decydującej rozgrywki. Punkty zdobywa się od ilości kamieni umieszczonych najbliżej środka domu. Wracając do obecnych MŚ. Cztery najlepsze drużyny awansowały do fazy play-off. A są to Szkocja, Szwecja, Dania i Kanada. I teraz zwycięzca meczu Szkocja - Szwecja, awansuje do finału, a przegrany będzie grał ze zwycięzcom z pojedynku Duńczyków z Kanadyjczykami o drugie miejsce w wielkim finale. Przegrani zaś zagrają o trzecie miejsce. 

To na razie tyle. Jeszce coś o curlingu na pewno Wam opowiem. Mam nadzieje, że będzie mi dane oświadczyć, że Stjerne ze swoją drużyną zajął pierwsze miejsce, ale to się zobaczy. 

Orły ze Szwecją przegrały

Polscy szczypiorniści zagrali wczoraj ze Szwedami w eliminacjach Mistrzostw Europy. Awans obie drużyny mają już prawie pewny, więc był to zdaniem byłego kadrowicza Grzegorza Tkaczyka mecz o prestiż i zaufanie kibiców. Niestety nasi zawodnicy ani jednego, ani drugiego po tym meczu raczej sobie nie zapewnili.

Pierwsza połowa była raczej wyrównana i zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem naszych rywali. W drugiej wyszliśmy na prowadzenie i z boiska na dwuminutowe kary zeszło dwóch zawodników. W tym czasie Szwedzi zostawili nas z tyłu. I wszystko mogłabym zrozumieć, gdyby nie fakt, że to szwedzcy zawodnicy przewinili, a my przez 90 minut graliśmy w przewadze. I znów powróciły "stare demony", a mecz zakończył się porażką 21:28. Rewanż w niedziele w Ergo Arenie o 20.

Ćwierćfinały nie porwały

Liga Mistrzów, do tego już tylko osiem najlepszych drużyn tej edycji - wszyscy z wyczekiwaniem zagryzali paznokcie, bo tyle miało się dziać. A tu te ćwierćfinały...  nic nie urywały!

We wtorek Bayern Monachium przyjął na swoim stadionie Juventus Turyn. I był to stanowczo zbyt jednostronny mecz, jak na drużyny, które są o krok od mistrzostwa swoich krajów. Zakończył się wynikiem 2:0 po bramkach Alaby i Muellera, a za tydzień Włosi u siebie będą musieli się bardzo postarać.

Drugi mecz tego wieczora to Paris Saint Germain kontra FC Barcelona. I w pierwszej połowie było prawie wszystko: gwiazdy, dobra gra, całkiem wyrównane spotkanie, sporo okazji, tylko jakoś bramek brakowało. W końcu w 38 minucie Messi strzelił gola. Po przerwie gra trochę osłabła, strzelec jedynej bramki nabawił się kontuzji i od 45 minuty grał za niego Fabregas. Ibrahimowić wyrównał, choć bramka nie powinna być uznana, potem beznadziejne zachowanie bramkarza Sirigu i karnego wykorzystał Xavi. A na sam koniec, po słowach komentatora: "To już ostatnia akcja!", piłkę do siatki wpakował Matuidi, ustalając wynik meczu na 2:2.

Środowy pojedynek Malagi z Borussią, to mecz niewykorzystanych okazji przez Niemców, szczególnie Goetzego i Reusa. Drużyna z Lewandowskim i Piszczkiem w składzie atakowała, ale bramek nie strzelała. Potem Hiszpanie też czegoś próbowali, ale ogólnie raczej nudny mecz i rezultat, to adekwatne 0:0. Choć piłkarze z Dortmundu wygrać powinni.

A na zakończenie Real z Galatasaray. Czego się spodziewać? 3:0 dla Królewskich po bramkach Ronaldo, Benzemy i Higuaina. I choć Drogba i koledzy się starali, to nic z tego nie wyszło. Teraz, jak to powiedział Murinho: "Muszą liczyć na cud, a one w piłce się zdarzają."

środa, 27 marca 2013

Jeszcze odrobinka zimy

Jakaż radość ogarnęła me serce, gdy uświadomiłam sobie, że to jeszcze nie koniec skoków w tym roku i mogłam nacieszyć swe oczy Mistrzostwami Polski. Wczoraj odbyły się zawody drużynowe, które zwyciężyli skoczkowie AZS Zakopane, w iście braterskim składzie, czyli dwóch Kotów i dwóch Miętusów. Na drugim miejscu uplasowali się zawodnicy Wisły Ustronianki (Artur Kukuła, Aleksander Zniszczoł, Rafał Śliż i Piotr Żyła), a tuż za nimi TS Wisła Zakopane (Andrzej Gąsienica, Tomasz Pochwała, Klemens Murańka i Dawid Kubacki). W pierwszej serii Kamil Stoch miał niegroźny upadek.

Dziś odbył się indywidualny konkurs, którego głównymi faworytami do medali byli zawodnicy regularnie startujący w tym roku w zawodach Pucharu Świata. I nie zawiedli. Po pierwszej serii prowadził Kamil Stoch, przed Maciejem Kotem. Wygrywał z nim zaledwie o 0,6 pkt, a obaj skoczyli najdalej - 131,5 m.. Na trzecim miejscu był Piotr Żyła. Tuż za podium uplasował się Krzysztof Miętus. Zaskakująco słabo spisał się Dawid Kubacki, który po pierwszej serii był w połowie drugiej dziesiątki.

W finałowej serii najdłuższy skok oddał Maciek Kot - 132,5 m. i z przewagą 0,9 pkt. pokonał drugiego Kamila Stocha. Piotr Żyła utrzymał swą trzecią lokatę, a Krzysztof Miętus czwartą. O wiele lepiej zaprezentował się Kubacki, który podniósł się o kilka pozycji. 

Bardzo cieszy mnie, że Mistrzostwa Polski w skokach mogą być tak ciekawe, co po raz kolejny uzmysławia nam, że mamy na prawdę dobrą i wyrównaną drużynę. Gratuluję Maćkowi i bardzo mnie raduje jego zwycięstwo, a także drugie miejsce Kamila i trzecie Piotrka. W końcu to nasi najlepsi zawodnicy w tym sezonie. 

poniedziałek, 25 marca 2013

Zimy koniec, ale tylko w sporcie

No i nadszedł ten dzień, smutny dzień. Wczoraj odbył się ostatni konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich oraz finałowe wyścigi w biegach narciarskich. Na wstępie zacznę od Justyny Kowalczyk, która wywalczyła w tym sezonie swą czwartą kryształową kulę. To kolejny ogromny sukces naszej zawodniczki, która w starciu z Norweżkami znów udowodniła, że nie będzie im tak łatwo zdeklasować Polkę i cały czas muszą się z nią liczyć. W rywalizacji mężczyzn najlepszy okazał się Norweg Petter Northug, choć do ostatnich starć ważyły się losy zwycięzcy w klasyfikacji generalnej, gdyż obok jej zdobywcy szansę mieli również drugi Rosjanin - Aleksander Legkow i trzeci Szwajcar - Dario Cologna.

A teraz już skoki i najlepszy sezon w historii dla polskich zawodników. Piątkowy konkurs i kolejne podium dla Piotra Żyły, znów ze Schlierenzauerem. Tym razem jednak nasz "złotousty" był trzeci, Gregor pierwszy, a rozdzielił ich Słoweniec - Peter Prevc. Austriak zapewnił sobie tym zwycięstwem małą kryształową kulę za loty i umocnił swą pozycję lidera, wśród zwycięzców największej ilości konkurs PŚ. Bowiem stanął on na najwyższym stopniu podium już po raz pięćdziesiąty. Maciek Kot zajął ósme miejsce, a Kamil Stoch 11. Smutnym epizodem tego dnia był upadek Andersa Jacobsena w drugiej serii. Norweg po skoku na 218 metrów i upadku, został zniesiony na noszach i odwieziony do szpitala. Później dotarły informacje o zerwaniu więzadeł krzyżowych i czekającej go operacji. 

W sobotę odbył się drużynowy konkurs, w którym wszystkich rywali zdeklasowali będący "u siebie w domu" Słoweńcy. Za nimi uplasowali się Norwegowie, a na najniższym stopniu podium stanęli Austriacy. Nasi skoczkowie w składzie: Stoch, Żyła, Kot i Miętus zajęli czwarte miejsce, przegrywając z mistrzami świata z Val di Fiemme zaledwie o 3,5 pkt. 

Wczoraj o 10:00 zaczął się ostatni konkurs w tym roku. Kamil zajmujący przed nim trzecie miejsce w generalnej klasyfikacji miał jeszcze szansę na drugie, jednak Anders Bardal musiałby odnotować bardzo słaby występ. Zaś plasujący się za Polakiem Severin Freund tracił do Stocha niecałe trzydzieści punktów, więc ważyły się jeszcze losy podium tego sezonu. Poza pierwszym miejscem, które już wcześniej zapewnił sobie Gregor Schlierenzauer. Trzeci konkurs w Planicy w ten weekend okazał się kolejnym popisem Słoweńców, gdyż zwycięstwo odniósł Jurij Tepes, za nim uplasował się Norweg - RuneVelta, a trzeci był  Peter Prevc. Piotrek Żyła dosłownie "wskoczył" na piąte miejsce z połowy drugiej dziesiątki. Kamil był ósmy, a Freund dziewiąty, co zapewniło naszemu zawodnikowi utrzymanie trzeciej pozycji w PŚ. Schlieri zajął 11. miejsce, Kot - 18., a Kubacki - 21. 

Uważam (i nie tylko ja), że był to najlepszy sezon w historii polskich skoków narciarskich. Oczywiście nie ujmuję tutaj w niczym osiągnięciom Adama Małysza, jednak za "jego czasów" nigdy nie mieliśmy drużyny -silnej, równej i co najważniejsze zdolnej do walki z najlepszymi o medale i wysokie wyniki. Kamil Stoch już wcześniej pokazywał na co go stać, a trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej tylko to potwierdza. Teraz czekamy na więcej. Piotr Żyła jest nie tylko dobry w "gadce", ale i skakaniu i myślę, że na tych dwóch podiach nie poprzestanie. Maciej Kot, który kilka razy plasował się w pierwszej dziesiątce, jest bardzo ambitny i jak widać po każdym jego skoku ma apetyt na dużo wyższe miejsca, czego mu życzymy. Dawid Kubacki, Krzysztof Miętus też nie zawodzili, szczególnie w konkursach drużynowych. A poza tym mamy jeszcze wielu młodych zawodników, takich jak Jakub Kot, Klemens Murańka, Aleksander Zniszczoł, Jan Ziobro, Krzysztof Biegun, którzy również mają szanse trafić do kadry nie tylko na zawody w Polsce. 
Podsumowując - sezon 2012/13 daje podstawy do optymistycznego spojrzenia na ten przyszły - olimpijski,  podczas którego Polacy stawiani będą w gronie pretendentów do medali, czego ja im z całego serca życzę i będę ściskała za nich bardzo mocno kciuki. Teraz niestety przychodzi mi się już żegnać ze skokami, więc staję z łezką w oku i białą chusteczką w dłoni i mówię cichutko: "żegnaj i do zobaczenia za rok!". 

A dla zainteresowanych jeszcze tylko rzut oka na klasyfikacje z sezonu 2012/13:

LOTY:
1. Gregor Schlierenzauer
2. Robert Kranjec
3. Andreas Stjernen 
4. Simon Ammann 
5. Michael Neumayer
8. Piotr Żyła
9. Kamil Stoch
16. Maciej Kot
30. Krzysztof Miętus
42. Dawid Kubacki.
58. Krzysztof Biegun

PUCHAR NARODÓW:
1. Norwegia
2. Austria
3. Niemcy
4. Słowenia
5. Polska

KLASYFIKACJA GENERALNA:
1. Gregor Schlierenzauer
2. Anders Bardal
3. Kamil Stoch
4. Severin Freund 
5. Anders Jacobsen
15. Piotr Żyła
18. Maciej Kot
36. Dawid Kubacki
38. Krzysztof Miętus
54. Stefan Hula
65. Jan Ziobro
68. Aleksander Zniszczoł
75. Klemens Murańka
81. Krzysztof Biegun

poniedziałek, 18 marca 2013

"Złotousty" najlepszy

Bo na myśl, że w przyszły weekend odbędą się ostatnie konkursy Pucharu Świata w sezonie 2012/13 w mym sercu pojawia się ten sam, przeszywający smutek, co każdego roku przed Planicą. Ale nasi kochani zawodnicy sprawiają, że oswajanie się z tą myślą przychodzi łatwiej.

Zacznijmy od piątkowego konkursu w Trondheim, który wygrał Kamil Stoch, choć po pierwszej serii był trzeci. Fantastyczny występ naszego skoczka sprawił, że w klasyfikacji generalnej "wskoczył" na trzecie miejsce. Dziewiąta lokata Żyły, to również bardzo dobra informacja. Kubacki - 17, Kot - 24, a Hula - 29. Do drugiej serii nie awansował Miętus, który zajął ostatnie miejsce. Schlieri zanotował kolejny nie najlepszy występ, by był dopiero 16.

Wczoraj zawodnicy przenieśli się do Oslo. Po pierwszej serii prowadził Kranjec, drugi był Stoch, za nim Żyła, a potem Schlierenzauer. Przed drugimi skokami nerwowo ściskałam kciuki szczególnie za Piotrka, czy wytrzyma presję, ale wytrzymał. Otrzymał notę końcową identyczną, jak Schlierenzauer i odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w karierze. Stochowi nie wyszedł drugi skok najlepiej i spadł na czwarte miejsce, a na najniższy stopniu podium stanął prowadzący po pierwszej serii Słoweniec. Bardzo dobrze spisali się też 11 Maciek Kot i 20 Dawid Kubacki, którzy w drugiej odsłonie poprawili się o kilka pozycji. Fantastycznie ogląda się, tak skaczących Polaków, którzy oddają po dwa równe skoki, wytrzymują presję i walczą o wysokie miejsca z najlepszymi. Fajnie też, że Gregor zaliczył 49. zwycięstwo w karierze.

A na deser - cytaty "złotoustego" Piotra Żyły z wywiadu udzielonego dla Eurosportu:
- "Skoki dzisiaj były lepsze, niż wczoraj i wygrałem. No nie wiem co mam powiedzieć. No wygrałem, po prostu."
- "No jakby to nie patrzeć, to Polak musi wygrać, no nie?"
- "No czwarte miejsce. Jakby mnie ktoś pytał przed konkursem, to bym w ciemno brał."
- "Dziennikarz: Duży był stres przed tym drugim skokiem?
    Piotr: No nie, raczej tak jak przed każdym. Nie myślałem o tym, że mógłbym wygrać. Po prostu se siadłem na belkę, wyskładałem się, jak umiem i w sumie reszty nie pamiętam."

- "Dziennikarz: Jakieś świętowanie w planie jest?
    Piotr: No!<śmiech> Głupio pytasz!"

czwartek, 14 marca 2013

Znamy ósemkę najlepszych

I stało się. Wczoraj zakończyły się ostatnie mecze ćwierćfinałowe tej edycji Ligi Mistrzów. Do Borussii, Realu, PSG i Juventusu dołączyły kolejne cztery drużyny, które wyłoniły wtorkowe i środowe spotkania.

Najciekawiej zapowiadał się mecz między Barceloną a Milanem. Włosi przyjechali na Camp Nou z dwubramkowym dorobkiem z pierwszego spotkania, jednak zderzyli się z czołgiem, jakim była tego dnia katalońska drużyna, która po dwóch bramkach Messiego i jednej Villi i Alby, zwyciężyła 4:0, wybijając zawodnikom z Mediolanu marzenia o półfinale. 
W drugim wtorkowym meczu po zwycięstwie 3:2 nad Schalke 04, turecki Galatasaray SK dołączył obok wielkiej Barcy do najlepszej ósemki tego sezonu.
W środę kolejna pozycja obowiązkowa dla każdego fana futbolu, czyli mecz między Bayernem Monachium a Arsenalem Londyn. Angielski klub po bramkach Giroud w 3 min. i Kościelnego w 86 zwyciężył. Jednak taki wynik - nawet na wyjeździe - nie zapewnił Londyńczykom awansu, gdyż porażka u siebie 3:1, zapewniła awans aktualnym liderom Bundesligi. Warto dodać, że bramce Kanonierów dobre spotkanie rozegrał Łukasz Fabiański, zastępujące Wojtka Szczęsnego.
W pojedynku między FC Porto a Malagą, to hiszpański klub zapewnił sobie grę w półfinale zwyciężając 2:0. 

Jutro odbędzie się losowanie par półfinałowych i dowiemy się kto z kim będzie walczył o finał na Wembley.

wtorek, 12 marca 2013

Zimowe ostatki

Bo zima się powoli kończy i może aktualny stan za oknem nie do końca na to wskazuje, to jednak wiemy, że wiosna nadchodzi do nas ogromnymi krokami, a co za tym idzie? Radość, uśmiechy na twarzach, letnie ubrania baleriny - czyli krótko: samo szczęście, ale... muszę jednak przyznać, że mimo tego, iż uwielbiam wiosnę, to jednak zawsze trochę smutno mi na sercu, gdy odchodzi zima! A to dlatego, że wraz z jej końcem, znów czeka mnie kilkumiesięczna przerwa w oglądaniu sportów zimowych. Z tej też przyczyny staram się teraz nimi cieszyć w stu procentach, a nasi zawodnicy całkiem mi to ułatwiają!

Zacznijmy od biegów narciarskich, gdzie Justyna Kowalczyk zajęła w sprincie techniką dowolną dopiero 10. miejsce, co rewelacją nie jest, ale dobrze wiemy, że Polka mistrzynią na krótkich dystansach nigdy nie była. Jeśli jednak już chodzi o te dłuższe, to radzi sobie znacznie lepiej, co udowodniła podczas biegu techniką klasyczna na 10 km, który zwyciężyła. Warto podkreślić, że każda zawodniczka biegła indywidualnie, dzięki czemu Kowalczyk nie musiała mierzyć się ze współpracującymi Norweżkami. W klasyfikacji generalnej Polka jest pierwsza, z przewagą prawie 600 pkt nad drugą Johaug.

Następnie biathlon, a tam ogromna niespodzianka i zwycięstwo Magdaleny Gwizdoń w sprincie, która wreszcie przypomniała sobie, jak się strzela, bo wiemy dobrze, że pod względem biegowym jest bardzo dobrze przygotowana. Ostatni raz na najwyższym stopniu podium Gwizdoń stanęła w sezonie 2000/01. Osiągnęła biathlonowe niebo, po czym  spadła bardzo gwałtownie na ziemię w sztafecie. Po pierwszej zmianie Krystyna Pałka wyprowadziła naszą drużynę na drugie miejsce, następna biegła zwyciężczyni poprzedniego dnia. Wszyscy byli bardzo dobrze nastawieni i wierzyli w sukces, a komentatorski duet Eurosportu pompował balonik. Niestety on bardzo szybko pękł, po strzelaniu w pozycji leżącej, gdzie Gwizdoń "dorobiła" się dwóch karnych rund, tym samym spadając na siódme miejsce. Na szczęście na stojąco poszło już o wiele lepiej i nie miała żadnych pudeł. I ostatecznie po dobrych występach Nowakowskiej-Ziemniak i Hojnisz nasza sztafeta skończyła konkurs na 4. miejscu, co jest najlepszym wynikiem tego sezonu. 

Na uwagę zasługuje również Zbigniew Bródka, który stanął na 2. stopniu podium w zawodach Pucharu Świata w łyżwiarstwie szybkim na 1500 m., zapewniając sobie tym samym zwycięstwo w klasyfikacji generalnej na tym właśnie dystansie. To bardzo dobra wiadomość przed przyszłorocznymi Igrzyskami Olimpijskimi, gdyż taki wynik stawia Polaka w gronie kandydatów do medali.

I wreszcie: "last, but not least", czyli skoki narciarskie. Tutaj też się działo, oj działo. W sobotę odbył się konkurs drużynowy, który Polacy w składzie: Maciej Kot, Piotr Żyła, Krzysztof Miętus i Kamil Stoch, zakończyli na trzeciej pozycji, ustępując miejsca tylko Norwegom i zwycięskim Niemcom. To kolejny fantastyczny wynik zawodników Łukasza Kruczka w tym sezonie, choć jeszcze do ostatniej serii skoków, zajmowaliśmy czwarte miejsce. Jednak słabszy skok Gregora Schlierenzauera, przy dobrym Kamila dał nam miejsce na podium. To jednak nie koniec emocji.

W niedziele zawodnicy startowali indywidualnie i po pierwszej serii Kamil Stoch zajmował 2. miejsce, więc wszyscy liczyli na świetny wynik. Niestety drugi skok nie był, aż tak dobry i Polak spadł na miejsce 5. Zaraz za nim uplasował się Maciek Kot, który awansował z 11. pozycji. Również dobry wynik odnotowali Piotr Żyła - 12 miejsce i Krzysztof Miętus - 19. Pierwszej serii nie przebrnęli Dawid Kubacki i Stefan Hula. W konkursie zwyciężył Richard Freitag przed dwoma norweskimi Andersami - Bardalem i Jacobsenem Słabszy dzień miał lider klasyfikacji generalnej - Schlierenzauer, bo był dopiero 15.

Dziś zawodnicy startowali w Kuopio. Kamil Stoch zdeklasował rywali w pierwszej serii skokiem na 134, 5 m. i miał ogromną przewagę nad drugim Freundem. Nasz zawodnik nie dał sobie odebrać prowadzenia i w drugiej serii skoczył wystarczająco daleko, by odnieść pierwsze zwycięstwo w Pucharze Świata w tym sezonie. Tym samym zmniejsza swoją przewagę do czwartego w klasyfikacji generalnej Jacobsena i trzeciego Freunda, co daje jeszcze wiarę, że mógłby "wskoczyć" na podium. W drugiej serii byli jeszcze Piotrek Żyła, który awansował o kilka pozycji i ostatecznie zakończył konkurs na 15. miejscu, zaś Dawid Kubacki w finałowej serii skoczył gorzej i spadł na 24. miejsce. Drugi był Ito, a trzeci Freund. Schlieri zajął miejsce 5., co dało mu wystarczającą ilość punktów, by na cztery konkursy przed końcem sezonu zapewnić sobie Kryształową Kulę. W pełni zasłużenie, gdyż od pierwszych konkursów prezentował bardzo wysoką formę, co udowodnił m.in. zwyciężając Turniej Czterech Skoczni. A aktualny chwilowy, drobny spadek formy nie powinien odbić się na wrażeniu z całej zimy.

czwartek, 7 marca 2013

Liga Mistrzów

We wtorek i środę na kibiców futbolu czekała prawdziwa gratka, czyli oczywiście rozgrywki najlepsze z możliwych, a mianowicie Liga Mistrzów. Warto zacząć od meczu, na który czekał cały piłkarski świat, pojedynku dwóch drużyn, które należą do ścisłej światowej czołówki. Chodzi oczywiście o Manchester United kontra Real Madryt. Istotnym jego elementem był powrót Cristiano Ronaldo na Old Trafford - miejsce, w którym wiele się nauczył, gdzie jego kariera nabrała niesamowitego tempa. Po remisie 1:1 w Madrycie Czerwone Diabły musiały walczyć tylko, o to by nie stracić bramki, zaś Królewscy musieli zrobić wszystko, by ją zdobyć. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:0. Strzelanie zaczęło się dopiero w drugiej. Warto podkreślić, że wszystkie gole zdobyli zawodnicy z hiszpańskiego klubu. W 46 min. Sergio Ramos pokonał swojego bramkarza. Manchester był już jedną nogą w ćwierćfinale, a tu czerwona kartka dla Naniego. Uważam, że nie należała się, ponieważ zawodnik portugalski nie widział nadbiegającego rywala i nie atakował wyprostowaną nogą. Wystarczyłaby spokojnie żółta, a nawet tylko wolny. Ta decyzja zaważyła na wyniku i po bramkach Modrića i Ronaldo (który, z szacunku dla byłego klubu, nie okazywał ostentacyjnie radości), to Królewscy będą walczyć o półfinał LM. 
Drugi wtorkowy mecz, to nasz polski tercet i ich Borussia Dortmund w pojedynku z Szachtarem Donieck, w którym niektórzy kibice pamiętają jeszcze Lewandowskiego, ale nie Roberta a Mariusza. Po zremisowanym meczu 2:2 na wyjeździe, to Mistrz Niemiec był na wiele lepszej pozycji przed rewanżem. I udowodnił swoją dominację, zwyciężając 3:0 po bramkach Santany, Goetze (asystował mu Lewandowski) i Błaszczykowskiego.
Mecze środowe to PSG z Valencią i Juventus z Celticiem. Drużynie z Paryża po zwycięstwie 2:0 w pierwszym meczu wystarczył jednobramkowy remis do awansu. W przypadku Włochów zdominowali oni całkowicie rywalizację z klubem z Glasgow zwyciężając kolejno 2:0 i 3:0. 
Wiadomo już więc, że w ćwierćfinale są Real Madryt, Manchester United, PSG i Juventus Turyn. Kolejne cztery drużyny wyłonią przyszłotygodniowe rewanże, w których zmierzą się Barcelona z Milanem, Schalke z Galatasaray, Bayern z Arsenalem i Malaga z Porto. Czekaja nas więc kolejne fantastyczne emocje.

poniedziałek, 4 marca 2013

starcie gigantów

PGE Skra Bełchatów vs. Asseco Resovia Rzeszów - to nie był zwykły mecz rundy zasadniczej, te dwie drużyny spotkały się w fazie play-off i to już w ćwierćfinale. Gdyby ktoś przed sezonem powiedział mi, że mistrz i wicemistrz polski zagrają ze sobą już w pierwszej rundzie tej fazy, co wiązało się będzie z faktem, iż jedna z nich nie będzie walczyć o medale, to pewnie bym go wyśmiała, a razem ze mną cały siatkarski świat. A tu taka niespodzianka i przedwczesny finał PlusLigi już na przełomie lutego i marca. I przedwczesność finału nie wynikała tylko z faktu, jakie to drużyny. O nie, to była jedna z najlepszych, najbardziej zaciętych i dramatycznych rywalizacji do trzech zwycięstw, jakie dane mi było do tej pory oglądać.

Rozpoczęło się od dwóch zwycięstw Resovii na swoim terenie. Gdy rywalizacja przenosiła się do Bełchatowa, wielu już przekreślało Skrę, mówiąc że w takiej formie, przy takich problemach kadrowych, już raczej będą się żegnać z szansami na medal w tym roku. Pewności nabierali, gdy na tablicy wyników było już 2:0 dla gości. Wtedy Skra wróciła z nad przepaści, pozbierali się, zmotywowali, Nawrocki dokonał zmiany Mariusza Wlazłego na Michała Bąkiewicza i poszło. Doprowadzili do wyrównania, a potem wygrali decydującego seta, a następnego dnia kolejny mecz. Wszyscy, którzy już przekreślili Skrę, przecierali oczy ze zdziwienia. Dla mnie taki stan rzeczy był, jak miód na serce, bo jak wiadomo Bełchatów od zawsze na zawsze był, jest i będzie moją najukochańszą drużyną.

I dziś o godzinie 18:00 miał się zacząć ostatni mecz w Rzeszowie. Dlatego też dumnie paradowałam na wf w swojej koszulce z całą drużyna Skruni. Po zajęciach biegłam na tramwaj i kalkulowałam w głowie, czym jechać, jak to zrobić, by zdążyć na godzinę zero. Gdy o 17:50 weszłam do domu z ogromnym uśmiechem na twarzy, to od razu włączyłam telewizor na Polsat Sport i zasiadłam szczęśliwa, że zdążyłam, pełna niecierpliwości na czekający mnie mecz i zestresowana o dalsze losy Skry. I stało się, zaczęło się starcie gigantów - o tak, nie da się tego inaczej określić. Pierwszy set - czysta finezja. Mało błędów, dobre zagrywki, efektowne ataki, niesamowite obrony, dobre bloki - czyli wszystko, to co kibice lubią najbardziej. Bardzo wyrównany set do 23 wygrał Rzeszów, kolejny również padł łupem gospodarzy. Niestety Skra już się w nim troszkę posypała. I znów przepaść i znów odradzają się, jak feniks z popiołów. Znów zmiana Bąkiewicz za Wlazłego, poprawili zagrywkę, uspokoili grę i doprowadzili do tie-break'a. Moje prawie połamane już kciuku, zaciskałam jeszcze mocniej, byleby Skra wygrała. Zaczęli świetnie, prowadzili 6:4 i potem proste błędy, m.in. Atansijevica i wynik 8:6 na korzyść Rzeszowian. Potem kilka kontrowersyjnych decyzji sędziego, dobra gra Lotmana, zagubienie Skry i niestety... Asseco nie oddała prowadzenia do końca, zwyciężając w piątym secie, piątego meczu ćwierćfinału PlusLigi do 13. Po ostatniej piłce cieszyli się bynajmniej tak, jakby zdobyli złoto Ligi Mistrzów.

To były naprawdę cudowne mecze, których żal nie byłoby oglądać. Niestety, bardzo mi smutno, że Skra Bełchatów pierwszy raz od dziewięciu lat nie będzie walczyła o medale. Wynika to z wielu problemów, jakie nękały tę drużynę. Odszedł Bartek Kurek, nie udało im się zakupić nikogo na jego miejsce, dlatego też z przymusu Mariusz Wlazły musiał zejść na przyjęcie, gdzie całkiem dobrze sobie radził, powiedziałabym nawet bardzo dobrze, jednak oczywiste jest, że nie był w stanie pokazać na tej pozycji tego, co potrafi najlepiej. Dla niego taka zmiana była krzywdzącą, szczególnie podczas rywalizacji z Asseco, gdyż większość czasu spędził w kwadracie dla rezerwowych. Bardzo to smutny widok dla fana Skry. Przecież to w końcu jeden z najlepszych polskich atakujących. Mam nadzieję, że wreszcie wróci do kadry, ale to już temat na inny dzień. Kolejne problemy Skry, to kontuzje Michała Winiarskiego - ostoi ich przyjęcia, świetnego w ataku. Wiadomo przecież jakim zawodnikiem jest Michał. A ledwo co wyleczył kręgosłup, to skręcił sobie kostkę, tym samym nie był  w stanie wrócić do najlepszej dyspozycji, a w sytuacji Skry, gdy mieli ogromny deficyt na tej pozycji, to grać musiał. Niestety moja Skrunia jest teraz w dużym dołku, ale nie pozostaje mi nic innego, jak wierzyć w nich. Na razie czeka ich walka o piąte miejsce, a potem trzeba kupić nowych zawodników, poukładać skład, może zastanowić się nad trenerem... I ruszyć do walki o powrót na piedestał, bo nikt tak jak Skra, nie zasługuje na to, żeby się na nim znajdować - tak przynajmniej myślę ja, fanka:)

weekend dla kibica

Weekend - najwspanialszy czas dla fanów sportu. Można usiąść z pilotem w ręku i "pstrykać" od kanału do kanału, nie mając najmniejszego pojęcia na co się zdecydować, bo Grand Derbi, bo Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym, bo PlusLiga, bo liga piłki ręcznej... mogłabym tak wyliczać bez końca, niestety nie było mi dane tym razem zakosztować tego czaru weekend'owych doznań kibiców.

Praca pokrzyżowała mi plany, tym samym nie widziałam najważniejszych wydarzeń minionych dni, a mianowicie skoków narciarskich, w których to nasza kadra, złożona z najlepszych w tym sezonie - Maćka Kota, Piotrka Żyły, Dawida Kubackiego i Kamila Stocha, stanęła na trzecim stopniu podium, trwających Mistrzostw Świata, ustępując miejsca tylko takim "firmom", jak Niemcy i Austria. Co to był za konkurs. Powtórki, różne relacje i opowieści, pozwoliły mi na stworzenie sobie pewnego obrazu, tych jakże radosnych dla nas zawodów. Fettner jadący na jednej narcie, Morgenstern lądujący z kontuzją kolana, mimo takich przeciwności, udało im się wywalczyć złoto. A nasi brązowi medaliści, podobno powinni podziękować Morgiemu, który to miał zauważyć, iż sędziowie nie odliczyli Bardalowi punktów za podwyższoną belkę w pierwszej serii. Dzięki temu to właśnie polscy skoczkowie zastąpili Norwegów na podium. Piotr Żyła jest skłonny w podzięce "postawić Thomasowi flaszkę, a nawet całą zgrzewkę"! W końcu jest co opijać:)

Justyna Kowalczyk również dołożyła swoje, zdobywając srebro w biegu na 30 km techniką klasyczną. Z serca jej gratuluję i cieszę się z kolejnego sukcesu polskiej zawodniczki, jednak przyznać muszę, że do moich największych ulubieńców nie należy. Ale mimo to zawsze życzę jej sukcesów i cieszę się z medalu.
To najważniejsze wiadomości tego weekendu dla Polaków, resztę sprawdźcie sobie sami - za karę, że mogliście to widzieć, a ja nie:)

czwartek, 28 lutego 2013

Na powitanie złoty Kamil

"Nieważne, jak się zaczyna, ważne, jak się kończy." Stare i dobrze znane powiedzenie, ale czy koniecznie prawdziwe? Dla mnie równie istotny jest początek, a więc stratuję dziś i to z wysokiego C. A to za sprawą Kamila Stocha, który dosłownie przed paroma minutami wywalczył Mistrzostwo Świata na dużej skoczni. Po naprawdę świetnym występie, dwóch równych i dalekich skokach oraz odważnej decyzji trenera kadry - Łukasza Kruczka, nasz skoczek z Zakopanego odleciał wszystkim swoim przeciwnikom, nie dając im nawet cienia szansy na odebranie mu dziś złota. 

Już po pierwszej serii Kamil prowadził pięcioma punktami, za nim byli Peter Prevc i Anders Jacobsen. Bardzo zaskakująca, a zarazem zasmucająca mnie była dopiero szesnasta pozycja Gregora Schlierenzauera, no ale... zdarza się nawet najlepszym. Pozostali Polacy, czyli Maciek Kot, Dawid Kubacki i Piotr Żyła uplasowali się odpowiednio na 18, 19 i 20 miejscu.

W finałowej serii nasza trójka zamieniła się miejscami i niestety po bardzo słabym występie Maciek spadł ostatecznie na 27 miejsce, Dawid był 20, a Żyła 19. Schlieri po skoku z krótszego o dwie belki rozbiegu uzyskał wystarczającą odległość, by uplasować się na 8 miejscu. I zaczęło się... wielu trenerów postanowiło również spróbować "belkowego manewru" Pointnera, nie wszystkim jednak wyszło to na dobre. Bo żeby bawić się rozbiegiem, trzeba jeszcze umieć dobrze i daleko skoczyć przy niższej prędkości najazdowej. No!
Ale Łukasz Kruczek się nie przestraszył, zaryzykował i się opłaciło. Kamil, również z krótszego rozbiegu, wylądował na 130 metrze, odlatując Prevcowi i Jacobsenowi na ponad 6 punktów. I w ten oto sposób nasz skoczek z Zakopanego udowodnił, że polskie skoki narciarskie i złote medale na Adamie Małyszu się nie skończyły.

A teraz niech każdy szczerze sobie odpowie, czy wierzył w Kamila choć przez chwilę? Czy po tak zepsutym skoku w konkursie na normalnej skoczni, gdy z drugiego miejsca spadł na ósme, nie myśleliście, że dziś zrobi to samo? Ja w niego wierzyłam, z całego serca, jednak szczerze to się bałam, czy wytrzyma presję. Ale Kamil jest silnym psychicznie zawodnikiem i dwa razy nie popełnia tego samego błędu. I za to zasługuje na ogromny szacunek. Fantastycznie było oglądać go, przyjmującego gratulacje od swoich kolegów z reprezentacji, od Adama Małysza, Schlierenzauera, Bardala, Prevca... Od najlepszych, czyli równych naszemu Stochowi, bo on bezapelacyjnie również do nich należy! 
Na zakończenie chcę pogratulować naszemu Mistrzowi wyniku i przytoczyć słowa jego taty, którymi dziś posłużył się w wywiadzie dla TVP: "Synu, musisz sto razy przegrać, by raz wygrać!" Wierzę jednak, że na jednym zwycięstwie się nie skończy! Teraz czeka nas rywalizacja drużynowa. Może jakiś medal? Kto wie...