wtorek, 11 czerwca 2013

zmierzając ku końcowi...

Kochani, kochani,
mam dziś taki natłok myśli i tyle sportowych tematów chciałabym z Wami jeszcze poruszyć. Nie wiem od czego zacząć, ale myśli w moim mózgu nie nadążają, jedna jeszcze się nie skończyła, a druga już się zaczyna... Ale specjalnie dla Was postaram się zebrać wszystko do... no wiecie czego.

Zacznijmy od początku... Roland Garros. Nadal nadal wygrywa. Nie mogłam oprzeć się tej grze słów. I mimo mej raczej słabej sympatii do jego osoby to... tak naprawdę, to ja go po prostu nie lubię! Ale mimo to nie można mu odebrać tego co zrobił, bo w końcu nie każdy wygrywa osiem razy jeden turniej Wielkiego Szlema, tak ściślej rzecz ujmując, to nikt poza nim! Więc czy lubimy Rafę i jego: spodenki, koszuleczka, nosek i włosek, czy też nie lubimy, to doceniamy. A prócz tego, to strasznie mi smutno, że Novakowi znów się nie udało w Paryżu. Nie zmienia to faktu, że nadal to Novak jest najlepszy i że za rok jest kolejny Roland, w którym może pokazać Nadalowi. A tak w woli ścisłości, to w moim odczuciu Nole jest aktualnie jedynym zawodnikiem, który jest w stanie pokonać Rafę. Zobaczymy co przyniesie Wimbledon. Już zacieram rączki.

Ale nie uciekajmy jeszcze z Paryża, bo warto wspomnieć o Polakach. Bo w końcu pierwszy raz w historii zdarzyło się, byśmy mieli pięciu reprezentantów w drugiej rundzie singla (obie Radwańskie, Janowicz, Przysiężny i Kubot). Niestety trójka z nich pożegnała się z turniejem już w drugiej rundzie, nie zmienia to jednak faktu sukcesu. Poza tym Agnieszka odpadła w ćwierćfinale z Errani, a Jerzy uległ Wawrince w trzeciej rundzie. W deblu mężczyzn zarówno para Bednarek/Janowicz, jak i Fyrstenberg/Matkowski wrócili do domu po ćwierćfinałach. Tych drugich niestety wyeliminowała kontuzja pleców Mariusza, która może wykluczyć go z gry na Wimbledonie.

To teraz zręcznie i z gracją przełączmy się na siatkóweczkę. Liga Światowa ruszyła z kopyta, niestety nasi chłopcy, trochę zaspali i ulegli Brazylii w dwóch pierwszych meczach. Jednak dało się zauważyć dużą różnicę między piątkowym, a niedzielnym pojedynkiem. W drugim już była walka, doprowadziliśmy do remisu, mimo porażki w pierwszych dwóch setach. Niestety w tie-breaku Canarinhos odskoczyli na parę punktów i nie byliśmy w stanie ich dogonić. Duże braki zauważam na ataku, bo psujący wiele Bartman i nie mogący wejść w piątym secie Konarski, bo za długo stał w kwadracie... no proszę, dlatego ja pytam, głośno i dosadnie: Gdzie jest Wlazły? Może koniec dziwnych różnych tekstów, typu: mamy inne zdanie na temat kadry. Mariusz chce grać, a my go potrzebujemy, więc może chowamy dumę do kieszeni i powołujemy jednego z najlepszych zawodników, jakiego kiedykolwiek mieliśmy!? A jak nie, to znajdźmy kogoś, kto zapełni lukę po nim, bo Zibi raczej się wypalił... na siłowni.

I tak jeszcze na zakończenie powiem Wam w sekrecie: NIE LUBIĘ TVP! Szaranowicz, Szpakowski, Kurzajewski... och, proszę... oni nawet nie stali obok komentatora sportowego. I ta hipokryzja: puszczamy finały kobiet w sprincie w biegach narciarskich, na mężczyznach dajemy reklamę, bo nie ma Justynki. Mamy do wyboru szlagier, szlagierów czyli: MU-Real, ale nie... transmitujemy BVB-Szachtar, bo jest nasze trio. Ja nic nie mam do Borussi i do chłopaków, ale błagam... Ja osobiście wolałam wtedy zobaczyć starcie Królewskich z Czerwonymi Diabłami. Takich przykładów mogłabym mnożyć, a Wy razem ze mną. No ale zostawmy już to... Jeśli ktoś zna się na wszystkim, to dla mnie nie zna się na niczym, czyli... Wiadomo o co i kogo chodzi. Także oglądajmy ludzi znających się na sporcie, a nie wkurzajewskich...

niedziela, 9 czerwca 2013

Nic się nie stało...

Jedna z najpopularniejszych przyśpiewek wśród polskich kibiców futbolu... Niestety. Tym razem już chyba niewielu zostało takich, co jeszcze mają ochotę zaśpiewać ją naszym piłkarzom. Remis z Mołdawią bardzo osłabił nasze szanse na grę w MŚ 2014. Oczywiście jest jeszcze możliwość awansu, jednak nasza reprezentacja musi wygrać cztery ostatnie mecze, a czekają nas m.in. pojedynki z Ukrainą i Anglią. 

Ja nie zaśpiewam "Nic się nie stało", bo wiele się stało. Remisu z tak słabą drużyną nie da się podpiąć pod nic. Ale to, że nie zaśpiewam, nie oznacza, że ich opuszczam... Bo jakby nie było, trzeba przyznać otwarcie, że się źle dzieje, Reprezentacja przeżywa ogromny kryzys gry i wiary w nich ze strony narodu, dlatego trzeba się spiąć, wyciągnąć wnioski i grać! A w to jeszcze wierzę i trzymam kciuki za chłopaków, by i oni uwierzyli w siebie, w trenera, nie odpuszczali do końca i podbudowali morale nas wszystkich!

czwartek, 6 czerwca 2013

Aż łezka w oku się kręci

We wtorek na stadionie Cracovii Reprezentacja Polski zagrała towarzyski mecz z Lichtensteinem. Był to ostatni sprawdzian przed piątkowym spotkaniem z Mołdawią, w którym będziemy walczyć o jeszcze jakiekolwiek szanse, by awansować do Mistrzostw Świata w Brazylii. Nasza drużyna zwyciężyła 2:0 po golach Sobiecha i Rybusa, jednak nie jestem pewna, czy powinno nas to napawać jakimiś wielkimi nadziejami. Z taką drużyną powinno nam się grać łatwo, miło i przyjemnie, a jakby nie było trochę się zawodnicy męczyli, a na bramki musieliśmy czekać ponad 50 minut. Choć w pierwszej połowie, było całkiem dużo fajnych okazji, jednak Grosicki i Mierzejewski, tak się wczuli w grę w duecie, że zapomnieli, iż w polu karnym cały czas na ich podania czeka Sobiech. Od dobrej strony pokazali się za to dwaj młodzi zawodnicy Bartosz Bereszyński i Piotr Zieliński, po których akcji padła pierwsza bramka. Prawdopodobnie tym występem zapewnili sobie możliwość gry w piątek.

Istotnym wydarzeniem tego meczu, było również pożegnanie Jerzego Dudka z kadrą. PZPN i selekcjoner dali możliwość zagrania jednemu z najlepszych polskich bramkarzy po raz 60. z orzełkiem na piersi. Tym samym zwycięzca LM z 2004 roku dołączył do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Kibice głośno skandowali jego nazwisko podczas meczu, a gdy w trzydziestej minucie zmieniał go Artur Boruc, to wszyscy polscy zawodnicy, będący na boisku, ustawili się w szpalerze. 

To bardzo ładny gest ze strony włodarzy i ukłon w stronę Jerzego, który jest jednym z najbardziej utytułowanych i rozpoznawanych zawodników polskiej piłki. W końcu nie wszystkim naszym rodakom udaje się grać w takich klubach jak Liverpool czy Real Madryt. To był wzruszający moment nie tylko dla samego zainteresowanego, ale też i wszystkich kibiców. Ja na przykład bardzo musiałam się powstrzymywać, by się nie popłakać. 

niedziela, 2 czerwca 2013

Brązowe Vive, złoty "Lijek"

Niestety Kielczanom nie udało się pokonać wczoraj Barcelony, mimo całkiem dobrej, a nawet bardzo dobrej gry. O porażce 23:28 zadecydowały nieliczne błędy w podaniach, niewykorzystane karne i chyba trema, którą dało się zauważyć u naszych zawodników. 

W związku z tym dziś przyszło im zagrać w finale pocieszenia z faworyzowanym THW Kiel, które uległo w drugim półfinale drużynie z Hamburga. Mimo siedmiu bramkom przewagi po pierwszej połowie, drużyna Bogdana Wenty sprawiła kibicom sporą dawkę adrenaliny, broniąc wyniku do ostatnich sekund i ostatecznie zwyciężając 31:30. 

To największy sukces polskiej, klubowej piłki ręcznej, ale spoglądając na skład Vive i poczynania tej drużyny, wierzę, że to nie był jednorazowy wyskok, tylko będziemy ich teraz często oglądać wśród najlepszych drużyn Europy. A może razem z nimi też inne polskie kluby. 

W finale kolejny polski akcent i zwycięstwo HSV Hamburg 30:29 nad Barceloną w dogrywce. Tym samym Marcin Lijewski zdobył najcenniejsze trofeum w klubowej piłce ręcznej!